URSUSWywiady

Mieszkańcy Ursusa chcą mieć wpływ na naprawę i kierunek rozwoju swojej dzielnicy

Lidia Rusak: Czy kobietom w Ursusie dobrze się mieszka?

Aneta Czuryło (AC): Dla mnie Niedźwiadek to wymarzone miejsce. Pełne zieleni, spokojne, wszystko mam pod ręką. Niestety nie jest tak, że nie dostrzegam wad – można by sporo poprawić w zakresie takich drobnych rzeczy, jak chociażby doświetlenie alejek czy remonty chodników…

Weronika Popis (WP): Nie chodzi tutaj bynajmniej o chodzenie po nich na szpilkach (śmiech). Stary Ursus też jest dobrym miejscem do życia, ale z perspektywy wózka dziecięcego nie jest już tak różowo. Są miejsca, gdzie po prostu trudno jest przejść. To małe sprawy, ale każda matka musi się z nimi mierzyć i wtedy okazuje się, że nawet nasza ukochana „mała Ojczyzna” ma swoje wady.

LR: Czyli jest dobrze, ale nie idealnie. To dlatego zdecydowałyście na dołączenie do Bezpiecznego i Zielonego Ursusa?

AC: U mnie przeważyła sprawa wciskania nowych bloków pomiędzy starą zabudowę na Niedźwiadku, niejasnych podziałów działek i próby wycinki drzew. Niedźwiadek to teraz zielona enklawa w Ursusie, nie chcę żeby to się zmieniło. Tymczasem z roku na rok stan drzew jest coraz gorszy, nie widać utrzymania, rozrasta się jemioła… No i cały czas są zakusy, żeby wycinać.

WP: Ursus ciągle młodnieje. Choć na starych osiedlach nie widać tego tak bardzo, to do dzielnicy ciągle sprowadzają się młodzi ludzie z dziećmi. Tymczasem oferta dla nich kuleje. Władze zauważyły już problem ze szkołami i próbują go rozwiązać, ale to przecież nie wszystko. Gdzie mają iść rodzice nieco starszych dzieci? Oferta dla maluchów jest niezła, ale na plac zabaw dla starszaków z prawdziwego zdarzenia trzeba już jechać do Pruszkowa. To absurd.

AC: Do tego mam wrażenie, że poza Izbą Tożsamości Ursusa oraz grupami pasjonatów skupionych dookoła niej Bezpieczny i Zielony Ursus jako jedyny podchodzi poważnie do kwestii historii i lokalnej tożsamości Ursusa, reszta traktuje to jako kwiatek do kożucha.

LR: Bezpieczny i Zielony Ursus kojarzy się raczej z Szamotami i Skoroszami, niż starymi osiedlami. Współpraca nie zgrzyta?

AC: Interesy są wspólne. Ludzie z Szamot też lubią odwiedzać bazarek co sobotę, też brakuje im zieleni, podobnie jak my narzekają na dziury w drogach i problemy z parkowaniem. Moim zdaniem więcej nas łączy niż dzieli.

WP: Zdecydowanie! Stary Ursus też różni się od nowych osiedli, ale ostatecznie i tak wszyscy spotykamy się na tych samych placach zabaw. To zresztą nie powinno dziwić, bo na Skoroszach parku nie ma, choć bloki rosną tam od dobrych 20 lat. Mieszkańcy Szamot również często wybierają Park Czechowicki, bo Eko Park jest zwyczajnie za mały, a do tego potrzeba jeszcze czasu, zanim drzewa dobrze wyrosną.

LR: Czyli da się współpracować pomimo różnic w charakterze osiedli?

WP: Pewnie, że się da. W Ursusie mieszkają fajni i zaangażowani ludzie, to widać po głosowaniach do Budżetu Obywatelskiego, ale też po tym, jak często mieszkańcy uczestniczą w rozmaitych akcjach wolontariackich. Tak że nie ma co się zamykać na etykietki związane z osiedlami, lepiej rozmawiać.

AC: Przede wszystkim nie da się zamykać na swoim osiedlu, jeżeli chce się w Ursusie fajnie spędzać czas. Pod tym względem nowe osiedla wnoszą trochę oddechu do życia w dzielnicy, bo powstaje tam mnóstwo knajp i lokali. Choć nadal najlepszy lokal – czyli Kapsle – jest na Niedźwiadku (śmiech).

WP: To akurat pokazuje inny problem – przez lata utarło się, że Ursus to po prostu odległa sypialnia Warszawy. Ale ludzie nie chcą ciągle jeździć po byle co do centrum! Marzy mi się, żeby kiedyś powstało u nas miejsce w stylu Prochowni Żoliborz albo coś w rodzaju Hali Gwardii. Jakieś knajpki, sklepiki lokalnych rzemieślników czy artystów. Najlepiej w zaadaptowanych budynkach przemysłowych po ZPC „Ursus”. To by samo w sobie było motywacją, żeby więcej czasu spędzać w dzielnicy, no i oczywiście wydawać tu pieniądze, co jest czystą korzyścią dla lokalnych przedsiębiorców.

AC: I tak przez długie lata byliśmy w niezłej sytuacji, bo przynajmniej było kino. Teraz w związku z zamknięciem „Arsusa” czeka nas kilka lat przerwy. A szkoda, bo takie lokalne sale kinowe oprócz tego, że mają swój urok to nie wymagają weekendowych podróży do najbliższego multipleksu. Fajnie jest wyjść do kina, ale już jechać po to na Wolę albo Ochotę – trochę mniej. W tygodniu to zresztą praktycznie niewykonalne, chyba, że pójdzie się obejrzeć film prosto z pracy.

LR: To jeszcze jedno pytanie o Bezpieczny i Zielony Ursus. To stowarzyszenie partyjne, bezpartyjne czy ponadpartyjne? Bo można usłyszeć różne wersje…

AC: Stowarzyszenie jest niezależne od partii. Gdyby było inaczej, nie zgodziłabym się na dołączenie i start w wyborach. Mieliśmy na ten temat kilka dyskusji, padały także propozycje startu w koalicji z którymś z ugrupowań. Tyle, że taki start oznaczałby, że mniej więcej połowa członków stowarzyszenia by z niego zrezygnowała.

WP: Naprawdę nie wnikamy w to, kto na kogo głosuje w wyborach parlamentarnych, albo z kim współpracuje. Chceliśmy uniknąć sporów światopoglądowych i skupić się na wspólnym działaniu dla Ursusa. Takie też były warunki wspólnego startu w wyborach. Nie wszystkie osoby się na to zgodziły i zdecydowały się odejść ze stowarzyszenia albo wystartować z innych list – partyjnych. Nie mam do nich żalu – postąpiły zgodnie z własnymi przekonaniami. Ale bardzo się cieszę, że obroniliśmy swoją niezależność i współpracujemy „od prawa do lewa”, bo wierzę, że w ten sposób jesteśmy w stanie zrobić dużo więcej dla naszej „małej Ojczyzny”.

LR: Czego w Ursusie brakuje? Gdybyście mogły puścić wodze fantazji…

WP: Ale tak całkowicie, czy tylko trochę (śmiech)?

LR: Może pozostańmy przy tych mniejszych sprawach, na które mamy albo przynajmniej możemy mieć wpływ.

AC: Na Niedźwiadku i Starym Ursusie przydałoby się więcej inicjatyw poświęconych seniorom. Ursus młodnieje, to prawda, ale jednocześnie mamy coraz więcej seniorów. Chciałabym zobaczyć w dzielnicy inicjatywę pokroju dyżurów „złotej rączki” dla osób starszych, bezpłatną pomoc psychologiczną. Oprócz tego dofinansowanie dla rozrywki i wyjazdów, bo z tego co usłyszeliśmy w rozmowach z osobami z Klubów Seniora, ich członkowie są po prostu rozrywkowymi ludźmi i nie pogardzą potańcówką sąsiedzką albo jakimś fajnym wyjazdem.

WP: Zgadzam się, choć warto też pamiętać o starszych dzieciach, zwłaszcza nastoletnich. Gdyby znaleźć środki na zajęcia dla nich, uruchomienie Miejsc Aktywności Lokalnej, zwłaszcza w okolicy tych „młodych” osiedli, mogłyby zawalczyć z nudą tam, gdzie mieszkają. Może jakieś warsztaty związane z graffiti, tworzenie murali społecznościowych? Ważne, żeby wykorzystać kreatywność naszych ursuskich nastolatków – jak widać na przykładzie Dawida Rentfleisza, ten potencjał jest po prostu ogromny. Moim zdaniem jest jeszcze miejsce na więcej inicjatyw społecznych. Mamy świetnie działającą Misję Kamiliańską czy Spółdzielnię Socjalną „Kto rano wstaje”, ale nie mamy jadłodzielni. Najbliższej trzeba szukać w dzielnicach ościennych albo tuż za granicą miasta. Nie do końca rozumiem dlaczego, bo mieszkańcy sami pytają o jadłodzielnię – praktycznie co święta.

LR: Co powiecie w takim razie o zieleni w dzielnicy? Nazwa stowarzyszenia zobowiązuje…

AC: Z zieleni na Niedźwiadku jesteśmy zadowoleni, o ile tylko będzie dobrze utrzymywana, bo od kilku lat jest z tym krucho.

WP: Gorzej jest na Skoroszach, które przez 20 lat nie doczekały się parku, a ciągle są okropne problemy ze stojącą wodą i zalaniami. Stworzenie takiego terenu rekreacyjnego to nie tylko PR i odpowiedź na potrzeby mieszkańców, to także częściowe rozwiązanie problemu ulew i powodzi, bo taki park działa jak gąbka, odciążając kanalizację burzową. Bardzo bym chciała, żeby miasto wreszcie na ten problem odpowiedziało, bo póki co stołeczne strategie dotyczące zieleni wydają się być grą pod publiczkę.

LR: Na koniec – co z tematem Rad Osiedli? Czy nadal jesteście zainteresowani ich tworzeniem jako Bezpieczny i Zielony Ursus?

AC: Jak najbardziej. Rozmawiamy z panem przewodniczącym komisji, liczymy na to, że temat zostanie jednak załatwiony przed wyborami, niedługo ostatnie posiedzenie. Ale jeżeli się nie uda, to będziemy tego dalej pilnować. Na Niedźwiadku jest spora grupa osób, które chcą się w takie rady zaangażować. Już po działalności Rady Seniorów widać, że takie grupy zaangażowanych mieszkańców mogą dużo wnieść do działalności samorządu.

WP: Zgadzam się, choć w mojej okolicy jeszcze nie pojawiło się zainteresowanie tematem. Ale może to też jest dobra droga, nie zmuszać mieszkańców do zaangażowania, zostawić im furtkę. Jeżeli na Skoroszach, Gołąbkach czy Szamotach są osoby zainteresowane stworzeniem takich rad, to stwórzmy je dla nich. Inni mieszkańcy widząc korzyści, jakie z tego płyną też będą mogli złożyć wnioski o utworzenie rad dla ich okolicy – i nie wiem, dlaczego mielibyśmy im tego odmawiać. Mieszkańcy, którzy chcą sami się organizować i wspólnie działać to skarb.

LR: Czy chcecie przekazać coś czytelnikom w kontekście wyborów samorządowych 7 kwietnia?

AC: Mam wrażenie, że zarówno my, jak i mieszkańcy potrzebujemy trochę oddechu od kampanii. Za chwilę Święta Wielkanocne – czas nadziei i spotkań w gronie rodziny i przyjaciół. Odetchnijmy trochę, spędźmy czas z bliskimi, pójdźmy do kościoła. Po Świętach będziemy mieli klika dni, aby zastanowić się, czy chcemy dzielnicy nowoczesnej, rozwijającej się i co najważniejsze nastawionej na ludzi – mieszkańców. Jeżeli odpowiedź brzmi „tak!” to oczywiście gorąco prosimy o głosy na Bezpieczny i Zielony Ursus.

WP: Zdecydowanie tak! Przede wszystkim postawmy na czas z rodziną i ludźmi nam bliskimi. Zdrowych, spokojnych Świąt! Wykorzystajcie ten czas dobrze, na sprawy i rzeczy, które często odkładamy „na później”. To może być książka, film, wspólny spacer czy gry planszowe. Wielkanoc to jeden z najlepszych momentów roku, żeby skupić się na najbliższych. Czego Państwu i sobie z całego serca życzę.

Wywiad poprowadziła Lidia Rusak – pedagożka szkolna, nauczycielka plastyki, znana też jako „belferka od plastyki i techniki”.

MS 3/2024, 28 marca 2024