Fala uchodźców – morze pomocy

Co kilka minut w miejsca pomocy podjeżdżają samochody z darami. Pod szkoły, na parkingi, pod prywatne domy i mieszkania. Co chwilę w mediach społecznościowych pojawiają się oferty: „Jadę na granicę”. „Poszukuję mieszkania dla ukraińskiej rodziny”. „Organizujemy zbiórkę dla ukraińskich żołnierzy”. „Jako adwokat pomagam pro bono osobom z Ukrainy”. „Jeżeli ktoś potrzebuje wypisania recept lub pierwszej pomocy dla uchodźców, w Brwinowie powstał punkt, gdzie pracuje farmaceutka Ukrainka – służy pomocą, tłumaczeniem”. „Lwów. Wolne miejsca w autokarze do Polski, telefon (…). Proszę udostępniać”. W oknach w naszym regionie pojawiają się ukraińskie flagi. Weekend mimo wszystko przyniósł wiele nadziei i gestów solidarności na ogromną skalę.

Rondo Praw Kobiet, Pruszków

Co chwilę trzaskają drzwi podjeżdżających aut. Całe rodziny niosą podarunki. Na placu stoją dwie osobówki z otwartymi bagażnikami, już prawie pełne. Trzy energiczne kobiety – mieszkanki Pruszkowa – od 15:00 odbierają dary. – Nie jesteśmy żadną organizacją. Zbiórka w tym miejscu była naszym pomysłem. Przyjeżdząją osoby z okolic. Przez kilkadziesiąt minut odjechało stąd już 10 w pełni załadowanych samochodów do Liceum Ogólnokształcącego im. T. Kościuszki w Pruszkowie, miejsca, gdzie dary będą segregowane, pakowane i dalej przekazywane. Myślałyśmy, że to będzie kilka paczek…


Muzeum Dulag 121, Pruszków

Dyrektor Muzeum Małgorzata Bojanowska wraz z wolontariuszką kleją kartony. Sobotnia zbiórka trwa dopiero od trzech godzin, a już dary leżą od samego wejścia. Żywność, leki, chemia. Pan właśnie trzyma kołdry i pyta, gdzie położyć. Stoi nawet dziecięcy wózek. W workach spakowane są ubrania. Buty. To, co najbardziej potęguje widok, to zdjęcia wystawy stałej przedstawiające uchodźców z Warszawy po upadku Powstania. Sceny odżyły. Pod nimi właśnie stoją pudła i worki. Znów dla uchodźców. Znów podczas wojny. – Zbiórkę planujemy do najbliższego piątku, 4 marca, w godzinach otwarcia Muzeum. W czwartek, 3 marca, zostaniemy nawet do 19:00. W poniedziałek większość rzeczy pojedzie na granicę. (…) W Józefowie jedna osoba przyjęła do siebie kilkanaście kobiet z małymi dziećmi. Przyjadą do nas po brakujące rzeczy. W Pruszkowie również są osoby przyjmujące Ukraińców i im również będziemy oddawać dary. Odzew na zbiórkę jest ogromny. Bardzo wszystkim dziękujemy.


Liceum Ogólnokształcące im. T. Kościuszki, Pruszków

– Jak tego jest dużo! W poniedziałek chyba będzie problem z wpuszczeniem tu uczniów – myśli głośno jedna z pracownic liceum.

Dary zajmują całe alejki pomiędzy szafkami w szatni i korytarz tuż przy wejściu. Ktoś przyniósł nawet odkurzacz. W morzu toreb stoi worek pełen kubków termicznych. Pakunki na bieżąco są sortowane przez kilku uczniów. – Nie możemy oddać potrzebującym bałaganu. Dary będą transportowane do Warszawy przy Sejmie RP. Będziemy zbierać i pomagać, póki będzie taka potrzeba! Dziś będziemy tu siedzieć tak długo, aż zrobimy miejsce na rzeczy, które ludzie będą przynosić jutro. Bardzo liczymy na pruszkowski Sztab Kryzysowy, który musi nas wesprzeć większymi samochodami. Chyba tirami.


Warsztat przy ul. Poznańskiej 141, Ożarów Mazowiecki

Przed budynkiem stoi kilka dostawczych samochodów. W jednym same kartony, które podarowała jedna z firm. Drugi częściowo załadowany. Ekipa kilku osób opróżnia samochód, który właśnie wrócił z darami od ludzi z okolicy.

– Jak najszybciej będziemy starać się posortować dary, podpisać kartony, by jeszcze dziś wieczorem (niedziela) następny samochód mógł zawieźć ładunek na granicę – tłumaczy właściciel firmy transportowej. Na co dzień współpracuje z Ukraińcami, ich losy są dla niego bliskie.

– Poza tym, że ludzie sami nam przywożą potrzebne rzeczy, to my także jeździmy i zbieramy, jak tylko dostajemy namiary.

W środku duża powierzchnia warsztatu usłana jest darami – to efekt zaledwie dwóch dni zbiórki, która potrwa tu tyle, ile będzie trzeba.

Dworzec Zachodni, Warszawa

W podziemiach wokół tablicy informującej o punkcie pomocy dla uchodźców z Ukrainy stoi zapakowana żywność oraz napoje. Wokół zbiera się coraz więcej wolontariuszy i ratowników medycznych. Jest nawet kilkuletni chłopczyk z choinką lizaków, które chce rozdać małym Ukraińcom. Wolontariusze powoli biorą prowiant i wchodzą na górę, gdzie za chwilę ma podjechać pociąg z ratującymi się przed wojną. Gdy podróżni wysiadają z wagonów, okazuje się, że uchodźców jest kilku – reszta wysiadła wcześniej. Częstują się jedzeniem, są pytani o potrzeby i kierowani w odpowiednie miejsca. W poczekalni dworca dwójka wolontariuszy z jednej z wyższych uczelni pyta każdego pasażera, czy jest z Ukrainy i jakie ma potrzeby. Jedna z kobiet zaczyna płakać z bezradności i przez kilkanaście minut rozmawia z wolontariuszką, zapisuje potrzebne informacje. W pobliżu na pociąg oczekuje cała ukraińska rodzina, w tym mama z zaledwie dwumiesięcznym maleństwem, swoimi rodzicami i starszym drugim dzieckiem. Oni akurat mają gdzie jechać – do znajomych do Wrocławia.


Domek jednorodzinny, Michałowice

Pani Nadia, jak tylko wróciła z pracy, po południu w sobotę ogłosiła w Internecie, żeby przynosić do jej domu dary dla ukraińskich żołnierzy. Bandaże, wodę utlenioną, gazę medyczną itp. – No bo co oni zabrali ze sobą do wojska? Plecak i nic więcej – zauważa. Ale sąsiad już przyniósł kołdrę, konserwy, proszek do prania. Koleżanka spodnie, kurtkę. – Sama chciałam dać ogórki i inne przetwory, które robiłam na zimę, ale to nie może się zbić. Szkoda. Więc kupiłam konserwy, zupki, cukier. Do apteki pójdę w poniedziałek.
W przerwie Pani Nadia idzie po karton z medycznymi artykułami, które naszykowała sanitariuszka. Nadia pierwszy raz do Polski przyjechała 18 lat temu i tu została. Siostra jej męża wciąż jest na Ukrainie w Tarnopolu z całą rodziną. – Powiedziała, że nie zostawi męża. Tym bardziej, że jego matka jest chora – tam żyje od urodzenia i nigdzie nie wyjedzie. Została tam jeszcze moja babcia. A siostra właśnie dzwoniła, że nad Tarnopolem latały samoloty, ktoś strzelał na starym lotnisku, ale też nie wiadomo, czy z tymi strzałami to nie fake. Naszych dużo zabierają do Charkowa do wojska. Właśnie dziś mojego męża kolega zginął. Wie pani, mi łzy teraz napływają, bo nie wiedziałam, że wy tak nam bardzo pomożecie. Jesteśmy wdzięczni. Ja wczoraj w pracy popłakałam się. Są ludzie, którzy mnie nie lubią, wyzywają, ale dużo więcej pomaga.

Gdy wychodzę, mama Pani Nadii dowozi kolejne rzeczy, a przed godz. 22:00 paczki mają być już odebrane i dowiezione do Ząbek. Stamtąd 2 razy w tygodniu będą dostarczane do granicy. Wychodząc, słyszę jeszcze od Ukrainek: – Proszę powiedzieć od nas, że dziękujemy wam bardzo za pomoc. Całej Polsce.

Tekst i zdjęcia Agnieszka Gorzkowska

MS 3/2022, 3 marca 2022