„Czuję się dobrze z tym, co mam”

Z Krzysztofem „Grabażem” Grabowskim – liderem zespołu „STRACHY NA LACHY” rozmawia Wojciech Grzesik

Wśród atrakcji pikniku Czerwiec’76 przygotowanych przez organizatorów, czyli Radę i Zarząd Dzielnicy Ursus m.st. Warszawy znalazły się także koncerty muzyki rockowej. W niedzielę, 20 czerwca, dla uczestników imprezy zagrały zespoły Lemon oraz Strachy Na Lachy. Przed występem drugiego z zaproszonych wykonawców udało nam się porozmawiać z liderem Strachów (a także działającego równolegle zespołu Pidżama Porno) – Krzysztofem „Grabażem” Grabowskim. Strachy Na Lachy występowały już w Parku Czechowickim dwukrotnie – w 2006 i 2010 r., a od czasu dwóch koncertów, które odbyły się we wrześniu ubiegłego roku na stadionie Syrenki, była to pierwsza koncertowa wizyta zespołu w stolicy. Zaczęliśmy od tematu Euro, wtedy jeszcze z udziałem Polaków.

Mocne Strony: – Czy śledzisz występy Polaków na Euro?

Krzysztof „Grabaż” Grabowski: – Śledzę, ale wczoraj (Polska – Hiszpania) graliśmy koncert w porze meczu, więc widziałem tylko skrót.

A odczucia po pierwszym meczu?

– Pierwszy mecz? Powiem tak – Jak masz żółtą kartkę i grasz jako defensywny pomocnik, wiesz, że drużynie zaczyna iść, a ty faulujesz bezmyślnie i wyrzucają cię z boiska, to niweczysz trud całej drużyny. Jednym, głupim wejściem kasujesz dotychczasowy dorobek. To jest słabe po prostu. Gdyby to jakiś młody, niedoświadczony zawodnik, albo Góralski, ale nie Krychowiak. W zespole, z wyjątkiem mnie, nie ma nikogo, kto się piłką interesuje…

Który to Wasz koncert po przerwie pandemicznej?

– Drugi. Wczoraj graliśmy z Pidżamą we Wrocławiu. Ludzie przyszli. Ile? – Nie pytałem.

Od 4 czerwca mogą ponownie być organizowane koncerty. Czy będziecie grać imprezy plenerowe czy „odrabiać” zaległości, czyli koncerty, które miały odbyć się we wcześniejszych terminach, ale z wiadomych przyczyn zostały przełożone, a niekiedy i odwołane?

– Za tydzień gramy w „Palladium” z Pidżamą. Koncert miał być w październiku, potem w grudniu, marcu, maju. Pojawimy się na kilku festiwalach w Polsce. W ubiegłym roku ludzie mieli kupione bilety na koncerty, które nie mogły się odbyć. Nie zwracali ich, ale kiedy, tak jak w naszym przypadku na Syrence, koncert był grany, część z nich nie przyszła. Nie mam pojęcia, co się działo w głowach ludzi. Ale jeszcze masowo nie przychodzą, jest pewna rezerwa. Na młodsze kapele młodsza publiczność przychodzi. My już nie mamy najmłodszej. I oni się nie „palą” na koncerty tak, jak kiedyś.

Dzisiejsza impreza odbywa się pod hasłem: Czerwiec’76. Czy jest dla Was ważne, na jakich imprezach, pod jaką egidą macie wystąpić?

– Ta impreza mieści się w naszym szeroko pojętym spektrum. Nie wszędzie, nie pod każdą egidą, zgodzilibyśmy się wystąpić. Są granice, poza które nie wchodzimy. Ale skoro impreza ma charakter historyczny, z odniesieniami do wydarzeń w Ursusie w 1976 r., to nie widzę zgrzytu. Wszystko, co się działo do roku 1989 r. było antysystemowe.

W Strachach i Pidżamie gra pięciu tych samych muzyków. W Strachach jest jeszcze klawiszowiec, a w Pidżamie trzeci gitarzysta. Czy to Wam nie przeszkadza, kiedy występujecie dzień po dniu i gracie dwa różne zestawy utworów?

– To jest przede wszystkim ułatwienie. Jak trzymasz ludzi „pod parą” – to mają cały czas robotę, jak nie w jednym, to w drugim zespole. Nikt nie ma zbyt głęboko posuniętych pomysłów rozpoczęcia kariery solowej. Ludzie są zajęci, a konfliktu nie ma.

Obecnie Strachy pracują nad nową płytą. Jak tworzysz materiał dla zespołów? Jesteś w nich głównym kompozytorem i autorem tekstów. Zakładasz, że np. była płyta Pidżamy, to teraz kolej na Strachy?

– Zależy od klimatu. Jak siadam, i zaczynam tworzyć, po 1–2 piosenkach już czuję dla kogo one będą. Było tych piosenek więcej, ale już wiedziałem, że ta się nie nada do Strachów, tamta się nie nada do Strachów, więc odłożyłem je na bok. Będą czekać na Pidżamę.

A tekstowo, czy będzie tak wkurzona, jak „Sprzedawca jutra”, ostatnia płyta Pidżamy?

– Nie. Płyta była pisana na bieżąco, więc na pewno jakieś odniesienia się znajdą, ale będzie bardziej o miłości. Materiał rejestrujemy w Studio Garażownia, u Łukasza (Sokołowskiego), naszego klawiszowca. Miksy w Warszawie – zajmuje się tym nasz wydawca, Sławek Pietrzak (firma SP Records).

I później jesienna trasa?

– Nie do końca, bo nie wiesz, czy będą mogły być koncerty. Będziemy chcieli grać i ze Strachami i z Pidżamą. Później, od nowego roku, bardziej zamierzamy nastawić się na Strachy.

Jak się odnajdujecie w nowej formule koncertów, z ograniczeniami, procedurami?

– Trzeba przyzwyczaić się, że mniej ludzi jest przed tobą. Jak się to łyknie, i przejdzie do porządku dziennego, to nie ma żadnej różnicy, bo robimy to samo.

W jaki sposób ustalacie setlistę, czy często zamieniacie utwory pomiędzy kolejnymi koncertami, mieszacie?

– Mieszanie nigdy do niczego dobrego nie doprowadziło. Zawsze gramy przekrój. Zazwyczaj układamy program dłuższy niż wymagany przez organizatorów i raczej musimy wycinać piosenki. Mamy też jakieś kawałki na liście rezerwowej. Jest płyta i jest koncert, to dwie różne rzeczywistości. Z płytą siedzisz w chacie, słuchasz, możesz przy tym inne rzeczy robić. Na koncert idziesz się bawić, przynajmniej takie jest nastawienie polskiej publiczności.

A jeśli chodzi o miejsca, w których graliście w Warszawie? Pamiętam koncerty Pidżamy w Stodole, Proximie, teraz Palladium. Strachy grały chyba tylko w Palladium. Czy do tego miejsca się przywiązaliście, dobrze się Wam tam gra?

Andrzej „Kozak” Kozakiewicz (gitarzysta obydwu zespołów): – To fajne miejsce, z fajną akustyką. Nie ma porównania, jeżeli chodzi o „Stodołę” czy „Proximę”. „Palladium” jest świetnie zrobione i wygłuszone.

„Grabaż”: – Pidżama otwierała „Palladium” . Przy każdej sali jest tak, że inaczej rozchodzi się dźwięk podczas próby bez publiczności, i z publicznością. To dwa różne światy. „Palladium” to sala kinowa i teatralna, więc niesie dźwięk. W przyszłym tygodniu (26.06.) wracamy tam z Pidżamą.

Gracie koncerty, nagrywacie płyty, utworów Waszych można też słuchać w płatnych muzycznych serwisach streamingowych. Która forma jest najbardziej korzystna dla zespołu?

– Zespół jest się w stanie utrzymać tylko i wyłącznie z koncertów. A streamingi to mega śmieszne pieniądze, które zaczynają się od jakiejś bardzo dużej liczby odtworzeń.


Kiedy był czas pandemii i nie było koncertów, ludzie starali się wspierać muzyków kupując płyty czy koszulki? Czy jest to przez zespół odczuwalne?

– W momencie kupna nie. My z wydawcą rozliczamy się kwartalnie, czyli co trzy miesiące jakiś pieniądz spływa na nasze konto. Wiesz, z jednej strony trochę ratowało nam tyłki to, że wydaliśmy płytę w październiku 2019 r. (Pidżama Porno – „Sprzedawca Jutra”) i jakieś środki nam za nią spływały. Ale z drugiej strony ta płyta została promocyjnie „położona”, bo nie było gdzie z nią grać. Mieliśmy ustaloną trasę, sprzedane bilety i to wszystko się nie odbyło. Teraz wracamy, wchodzimy w zupełnie nową rzeczywistość i jeszcze nikt nie wie, jak to będzie wyglądało.

Jak odbieracie pomysł, że w niektórych festiwalach będą mogły uczestniczyć tylko osoby zaszczepione?

– Dla mnie bawienie się, kto jest zaszczepiony, a kto nie, kto będzie, to jest jakiś absurd. Zobacz, co się dzieje na stadionach. Ktoś sprawdza tych ludzi, czy byli zaszczepieni, czy nie? To typowa „odkuwka” rządowa na muzykach rockowych za to, że mówią na koncertach, żeby „j…ć PIS”. I ten limit 250 osób to taki klinek wbity i w środowisko, i w publiczność, bo ją też się dzieli momentalnie. Taki mamy prezent. To jest zupełnie niezgodne z prawem, niezgodne z konstytucją. Nie możesz funkcjonować w państwie, w którym się nie przestrzega prawa i nie przestrzegają tego prawa ci, którzy nami rządzą. Przerabialiśmy to. Za komunistów też były prawa wszędzie zagwarantowane, ale każdy na to lał.

Czasy są dziwne.

– Czasy są świńskie, rzekłbym.

W tym roku SNL obchodzą 20-lecie istnienia. Czy planujecie jakąś urodzinową trasę?

– Nie planujemy. Jak możesz planować cokolwiek, kiedy nie wiesz jak będzie. Takich historii, jak trasa, nie organizuje się z tygodnia na tydzień. Musisz mieć roczną perspektywę, żeby się zastanowić, jaką formułę przyjąć, i mieć pewność, że będziesz mógł zagrać. Nie było 33 urodzin Pidżamy Porno, chociaż się bardzo nastawiałem, żeby były huczne. Może 34…

Przed dzisiejszym koncertem, kiedy rozmawialiśmy w gronie redakcyjnym, dominowało przekonanie, że Strachy są zespołem niszowym, a Lemon (drugi z wykonawców) jest zespołem masowym. Jakim artystą Ty się czujesz? Czy ma to dla Ciebie znaczenie?

– Życzyłbym każdemu zespołowi, żeby był tak niszowy, jak nasz. Z „Paszportem Polityki”, z trójkowym „Mateuszem”. Z sześcioma złotymi płytami, z dwiema platynami i jedną platyną podwójną, z ponad 100 milionami odsłon teledysków na You Tube. To, że nie ma nas w telewizji, to jest sprawa telewizji, nie nasza. Nie występujemy w talent show’ach, bo jesteśmy już na to za starzy. Czuję się dobrze z tym, co mam. Robię to, co kocham i jeszcze na tym nieźle zarabiam. I tak jest od ćwierćwiecza. Nie potrzebuję jachtów, chaty na południu Europy, ani tygrysów na ogrodzie. Może dzięki temu jeszcze żyję.

Dziękuję za rozmowę. (WG)

Zdjęcia: Wojciech Grzesik
MS 11-12/2021, 15 lipca 2021

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *