PsychologiaPsychologiczne mity

Czy Twoje decyzje na pewno są racjonalne?

Człowiekiem rządzi szereg wewnętrznych konfliktów i nieustannych dylematów. Przygląda się im bliżej psychologia moralności, z którą spędzamy – w ramach niniejszego Kącika – tegoroczne wakacje. Bada ona m.in. to, w jaki sposób podejmujemy decyzje. Czy są one bardziej automatyczne i intuicyjne czy raczej racjonalne i dobrze przemyślane? Ostrzegamy, że wnioski z tej analizy niekoniecznie mogą się Wam spodobać.

Pierwsza była intuicja

Jonathan Haidt, naukowiec specjalizujący się w psychologii moralności twierdzi, że intuicja pojawia się pierwsza, a strategiczne rozumowanie – drugie. Innymi słowy, podejmujemy decyzje szybko, intuicyjnie i „tak jak czujemy”, a dopiero później znajdujemy do nich racjonalne uzasadnienie. Jest to pierwsza zasada w psychologii moralności, ale generalnie można nią opisać wiele naszych codziennych decyzji. Jest to ciekawe także dlatego, że często nie mamy pojęcia, że tak robimy.

Wydaje nam się, że podjęta przez nas decyzja była przemyślana i oparta na solidnych argumentach, a w rzeczywistości te solidne argumenty zostały dodane do niej później, uzasadniając te pierwsze, instynktowne odczucia. Taki wniosek może zaniepokoić, a nawet zbulwersować Czytelników postrzegających samych siebie jako osoby rozsądne i poukładane. Zanim jednak odrzucicie ze złością tę teorię, przyjrzyjcie się, jakimi argumentami broni tej myśli Jonathan Haidt.

Mózg ocenia natychmiast i nieustannie

Faktem jest, że mózg ocenia wszystko pod kątem potencjalnego zagrożenia lub korzyści, a następnie dostosowuje zachowanie w taki sposób, aby uzyskać jak najwięcej tego, co dobre i zminimalizować szkody. Mózgi zwierząt dokonują takich ocen tysiące razy dziennie, bez udziału świadomego rozumowania. A jak dokonuje się tych ocen? Np. na podstawie afektu, czyli szybkich przepływów uczuć. Wszystko, na co patrzymy, wywołuje w nas niewielki przypływ afektu. Polega to na tym, że często odczuwamy sympatię lub antypatię do danego bodźca w chwili, w której go zauważamy, zanim jeszcze rozpoznamy, co to jest. W praktyce można to sprawdzić np. w sytuacji, gdy wpadasz na kogoś, kogo nie widziałeś od wielu lat. Zwykle już po sekundzie wiesz, czy lubiłeś tę osobę, czy nie, chociaż przypomnienie sobie, kim ona jest albo skąd ją znasz, często zajmuje dużo więcej czasu.

Znajome, czyli dobre?

Co ciekawe, już pokazanie jakiegoś elementu (np. słowa czy obrazu) kilka razy, może wzbudzić w nas większą sympatię do niego. Mózg ocenia pozytywnie takie znajome mu bodźce. Robert Zajonc określił to zjawisko jako: efekt samej ekspozycji. Bazuje na nim mocno np. współczesny świat reklam. Ale zaraz. Czy oznacza to, że mój partner został przeze mnie wybrany wyłącznie dlatego, że wzbudzał we mnie pozytywny afekt? Lub mój mózg go polubił, bo ów partner często się pojawiał w danym czasie? Rozum nie miał tu nic do powiedzenia? Nie do końca tak jest. Reakcje afektywne są tak szybkie i nieodparte, że działają niczym klapki na oczach – redukują liczbę możliwości dostępnych procesowi myślenia. Racjonalne argumenty mają jednak wpływ na intuicję – mogą ją zmieniać, zwłaszcza jeśli zostały nam podane w przekonujący sposób. Intuicja pojawia się pierwsza, ale nie ma wyłączności na sterowanie naszym umysłem.

Torowanie afektywne

Czymś, co pojawia się automatycznie są np. uprzedzenia. Także te nieświadome. W jaki sposób można zbadać coś, czego sami sobie nie uświadamiamy? – zapytacie. Z odpowiedzią przychodzi bardzo ciekawy eksperyment. Zrobimy go tu razem! Wasze zadanie polega na tym, aby spojrzeć wyłącznie na drugie słowo (w każdej z poniższych czterech par) i ocenić, czy jest dobre czy złe:

Kwiat – szczęście

Nienawiść – słoneczny

Miłość – nowotwór

Karaluch – samotny

To dziecinnie proste – trochę trudniejsze na komputerze, gdy pierwsze słowo z każdej pary jest wyświetlane zaledwie przez 1/4 sekundy. Okazuje się, że dokonanie oceny zajmuje więcej czasu w przypadku słów: „słoneczny” i „nowotwór” niż „szczęście” i „samotny”. Pierwsze słowo wywołuje przypływ afektu, który skłania umysł do podążania tą lub inną drogą. Zjawisko to określa się jako torowanie afektywne. Jeśli w krótkim czasie zobaczysz słowo o takim samym znaku emocjonalnym (pozytywne lub negatywne) to zareagujesz szybko, bo umysł już wcześniej skierował się w tę stronę. Jeśli pierwsze słowo toruje drogę ocenie negatywnej („nienawiść”), a drugie jest pozytywne („słoneczny”), to będziesz potrzebował do oceny nieco więcej czasu. Będziesz musiał bowiem cofnąć ruch w kierunku oceny negatywnej.

Grupy społeczne

Torowanie afektywne jest wykorzystywane do badania naszych utajonych (czyli automatycznych i nieświadomych) postaw np. wobec grup społecznych. Bodźcami torującymi są wtedy częściej fotografie (np. osób czarnoskórych) niż słowa. Szybkość Twoich reakcji może być wskazówką, czy jesteś uprzedzony do takich grup jak np. czarnoskórzy, imigranci, otyli czy ludzie starsi. Dłuższy czas udzielania odpowiedzi = możesz mieć uprzedzenia. Jeśli więc myślisz, że przemówienie jednego kandydata na prezydenta podobało Ci się bardziej ze względu na jego merytorykę, to możesz być w błędzie. Być może dokonałeś intuicyjnej, niekorzystnej oceny drugiego kandydata na podstawie jego wyglądu (bo jest np. otyły). A następnie poszukałeś racjonalnego uzasadnienia po fakcie. Jest to trochę straszne, to prawda. Pamiętajmy jednak, że choć intuicja podsuwa swoją ocenę najpierw, to można ją później nie tylko podbudować argumentami, ale także zmienić.

Stany somatyczne

Co ma nieprzyjemny zapach do ocenienia, czy czyjeś zachowanie było w porządku? Przecież to dwie, niezwiązane ze sobą sprawy. A jednak – związek jest istotny i znów, często przez nas niezauważalny. Nasze stany somatyczne, cielesne (czyli to, co w danym momencie czujemy) wpływają na dokonywane przez nas oceny.

Nieprzyjemne zapachy i smaki mogą nas czynić bardziej skłonnymi do negatywnego osądzania innych. W jednym badaniu respondenci, którzy stali obok cuchnącego kosza na śmieci, dokonywali bardziej surowych ocen niż pozostali przechodnie. Dzieje się tak, ponieważ wykorzystujemy „afekt jako informację”. Kiedy próbujemy zdecydować, co myślimy na dany temat, spoglądamy wgłąb siebie. Przyglądamy się swoim uczuciom. Jeśli czuję się dobrze, to najwyraźniej lubię to, na co patrzę. Jeśli doświadczam nieprzyjemnych uczuć, to pewnie tego nie lubię.

Otwartość, nie opór

Nie łudźmy się zatem, że wszystkie podejmowane przez nas decyzje są racjonalne, skrupulatnie przemyślane i oparte na faktach. Nie jest tak.

Pocieszające jest jednak to, że zawsze możemy zmienić nasze pierwotne stanowisko. Najczęściej robimy to pod wpływem interakcji z innymi ludźmi. Niekoniecznie jest to łatwe – wiadomo, nikt nie lubi jak wytyka mu się błąd. Całkiem nieźle radzimy sobie ze znajdywaniem błędów w przekonaniach innych ludzi (niektórzy czynią to z zastanawiającą przyjemnością…). Gorzej, gdy to my stajemy w ogniu krytyki. Warto jednak wówczas zareagować otwartością niż (zapewne) bardziej naturalnym oporem. A przynajmniej raz na jakiś czas poszukać w sobie tej otwartości. Poświęcić danemu zagadnieniu kilka chwil więcej. Objąć je bardziej uważną refleksją. Taki wgląd w samego siebie to niezwykle wartościowa lekcja na przyszłość.

Marlena Hess

MS 13-14/2022, 18 sierpnia 2022

Bibliografia:

  • Jonathan Haidt, Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka?, Sopot 2012.

MS 13-14/2022, 18 sierpnia 2022