Odpuść sobie…

Nastały czasy, w których większość z nas robi ciągle bardzo dużo. Można pokusić się o stwierdzenie, że jest to niekończąca się gonitwa piętrzących się nieustannie spraw zawodowych i prywatnych. Masa rzeczy do zrobienia „na wczoraj”. Gonitwa ta sprawia, że coraz krócej cieszymy się z osiąganych sukcesów, szybko wciągając się w kolejne zadania do odhaczenia. Funkcjonowanie w taki sposób przez dłuższy czas może nas wyczerpać nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Czasem najlepszą receptą jest – odpuszczenie.

Brak czasu

Wśród powszechnego, codziennego narzekania prym wiedzie najczęściej utyskiwanie na brak czasu. Z jednej strony jest go tak wiele, z drugiej zaś tak często nie udaje nam się zrobić wszystkiego tak szybko i tak dobrze jak byśmy chcieli. Brak czasu stał się plagą nowoczesnego społeczeństwa. Przyczyn takiego trybu funkcjonowania może być bardzo wiele. Brak umiejętności skupienia się na jednej rzeczy przez co wolniej robimy to, co zostało zaplanowanie. Do tego potężna ilość rozpraszaczy na czele ze smartfonem, na który zwykliśmy spoglądać często i niejako już z przyzwyczajenia. Rekordziści mają go przy sobie zawsze, niezależnie od tego, czy wypoczywają na plaży czy idą do łazienki. Na brak czasu wpływa też potężna ilość zadań, jakie ciągle przed sobą stawiamy.

Duża presja

Wraz z dużą liczbą zadań rośnie presja, żeby je wykonać. Nieustannie forsujemy się, żeby brnąć do przodu. Chcemy robić ciągle więcej, szybciej, lepiej. Staje się to niejako normą, do której dokładamy więcej i więcej, wyznaczając tym samym nową normę. Być może nie każdy z nas funkcjonuje w ten sposób. Jednak zdecydowana większość właśnie tak określa swoją codzienność. Walczymy, by w zakresie każdej podejmowanej czynności być możliwie najlepszym, a rywalizacja jest czymś, co wielu dodatkowo napędza. Co gorsza, robimy tak wiele, a i tak wcale nie jesteśmy zadowoleni z osiąganych efektów. Zamiast radości ze zrealizowanych zadań, czujemy zdumienie, że wciąż mamy ich przed sobą tak dużo. Lista zadań szybciej się poszerza niż skurcza. Psychologie nazywają to zjawisko pułapką bezlitośnie wysokich standardów.

Zbyt wysokie standardy

Znaczące w tym zjawisku jest właśnie słowo „bezlitośnie”. Stawianie sobie porzeczki nierealnie wysoko i związany z tym nadmierny krytycyzm utrudniają nam radość z przeżywanych sukcesów. Sukces w ogóle przestaje być rozpatrywany jako sukces. Po jego osiągnięciu natychmiast trzeba gnać dalej. To, czemu przyglądamy się za to znacznie mocniej to porażki. Nie lubimy ich, postrzegamy je jako największe zło.

Bezlitośnie wysokie standardy mogą być przyczyną całego spektrum negatywnych emocji – nieustannego niezadowolenia, dyskomfortu czy wiecznej irytacji, że ustalone, osobiste normy nie są spełniane. Doprowadzanie się do ekstremum w każdej dziedzinie życia może w dłuższej perspektywie odebrać nam radość życia, poczucie sensu i spełnienia, a nawet zdrowie.

Umiejętność odpuszczania

Wiadomo, raczej nie będzie tak, że osoby prowadzące taki zagoniony tryb życia błyskawicznie z niego zrezygnują. One są już nauczone życia w taki sposób, nie znają jego alternatywy, a nawet jeśli, to może nie wydawać im się pociągająca. Warto zastanowić się na początek, jakie są prawdziwe przyczyny realizowania każdej rzeczy na sto procent.

Czy na pewno każde zadanie wymaga wykonania go perfekcyjnie? W kontekście zawodowym bardzo często ta potrzeba nie wynika z faktycznej dbałości o jakość projektu, a z wewnętrznej konieczności dostosowania się do etykiet, które przypinamy do siebie jako do specjalisty. Innymi słowy, często potrzebujemy utrzymać nasz wizerunek samych siebie jako pewnych ekspertów – i to nawet nie w oczach innych, a własnych.

Nie jest to też mechanizm w pełni świadomy. Działamy tak, bo inaczej nie umiemy. Uświadomienie sobie tego mechanizmu powoduje, że może być nam łatwiej odpuścić sobie ten nieustanny perfekcjonizm. Jak mówi popularne stwierdzenie, czasami lepsze jest wrogiem dobrego. Być może warto zrobić coś szybciej, a mniej idealnie niż w sposób nieskazitelny, a wymagający kolejnych dwóch wieczorów.

Poczucie kontroli

Lubimy mieć kontrolę nas swoim życiem, zadaniami, każdym dniem, podejmowanymi decyzjami. Lubimy być wiodącymi autorami naszych działań. Tak rozumiana kontrola, czyli umiejętność zapanowania nad tym, co robimy i co się u nas dzieje, jest zjawiskiem generalnie pozytywnym. Stąd kolejny postulat może wydawać się nieco kontrowersyjny – lepiej pozwolić sobie czasem na utratę kontroli. Nie na wszystko mamy wpływ, nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego – choćby reakcji innych ludzi czy tego, co może nam przynieść kolejny dzień. Zamiast się o to złościć i widzieć w tym przyczynę kolejnych, piętrzących się zadań, warto to zwyczajnie zaakceptować. Odpuścić. Poddać się biegowi wydarzeń. Zdumiewające może być wówczas dla nas odkrycie, że niekoniecznie zakończy się to jakąś tragedią. Najprawdopodobniej nie wydarzy się wówczas… zupełnie nic. Są sprawy życiowe, nad którymi warto mieć kontrolę. Są też jednak takie, z których warto ją zdjąć.

Porażka nie taka straszna

Wspomniana porażka, której tak bardzo się boimy, jest i będzie stałym elementem naszego życia. Nie chcę uciekać się tutaj do górnolotnych frazesów postulujących, by każdą porażkę traktować jako wzmacniającą lekcję na przyszłość. Nie zawsze będzie to lekcja. Nie zawsze wpłynie na nas dobrze i niekiedy faktycznie jej konsekwencje mogą być dla nas dotkliwe. Ale pytanie, czy każda porażka to faktycznie „porażka” czy może zwyczajne niewywiązanie z wszystkiego na czas, które za kilka dni zostanie zupełnie zapomniane, zepchnięte na dalszy plan. Jeśli jednak dotyczy czegoś poważniejszego to pamiętajmy – gorsze dni są wpisane w nasze życie tak samo jak lepsze. Zamiast złościć się na ich obecność lepiej spróbować jak najlepiej sobie z nimi radzić. Jak najszybciej wrócić do tych dobrych dni. Nie obrażać się na porażkę, ale umieć ją odpowiednio traktować. Nie warto karać się za to, że coś nie wyszło. Warto za to wyciągać wnioski, czerpać wiedzę, szukać pomocy i działać.

Podsumowując – dbajmy o wysokie standardy, ale nie pozwólmy, żeby zabrały nam radość z życia.

Marlena Hess

MS 10/2021, 24 czerwca 2021

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *