O kryzysie psychicznym, uzależnieniach w czasie pandemii i nie tylko…

Spotkanie z dr EWĄ WOYDYŁŁO

27 października br. w Bibliotece Publicznej w Dzielnicy Ursus (w filii „Skorosze”) odbyło się długo wyczekiwane spotkanie z doktor psychologii, terapeutką uzależnień, autorką wielu książek psychologicznych – Ewą Woydyłło. Wyjściowym tematem spotkania była trwająca wciąż pandemia COVID-19 oraz konkretne wskazówki, jak sobie z nią radzić. W praktyce zostało jednak poruszonych znacznie więcej interesujących wątków, niejednokrotnie prowadzących do zaskakujących konkluzji.


Pandemia okiem psychologa

Nikt z nas nie miał szansy przygotować się do trwającej już niemal półtora roku pandemii COVID-19. To sytuacja kryzysowa, która trwa bardzo długo. Można powiedzieć nawet, że obecna pandemia jest przewlekłym stanem wynikającym z poczucia zagrożenia zdrowia i życia. Istotne jest także to, że nie tylko my jesteśmy nią dotknięci. Cały świat się z nią zmaga. Ta świadomość tylko potęguje towarzyszące większości z nas uczucie przytłoczenia. Co więcej, sytuacja w Polsce obecnie się pogarsza – każdego dnia słyszymy alarmujące doniesienia i wzrastające statystyki o zakażonych. Radzenie sobie z trudną sytuacją to uniwersalna tematyka, niezwiązana wyłącznie z pandemią. Towarzyszą nam wówczas napięcia, nerwy, niedogodności. Jak postrzegana jest okiem doświadczonego psychologa? Oddajmy głos Ewie Woydylle.

Różne reakcje

– Pandemia jest dla nas źródłem niepokoju (boimy się o siebie, bliskich), a także ograniczeń i niewygód (np. zamknięte zakłady pracy, ograniczone spotkania, wchodzenie z domu). Narasta w nas poczucie takiej zwyczajnej przykrości, braku kontroli. Tylu rzeczy nie mogę. Chcę robić zwyczajne rzeczy i nie są one w moich rękach. Podlegamy nie tylko lokalnym, ale wręcz światowym ograniczeniom. U wielu z nas wywołuje ona stan depresji i subdepresji. Reakcje, które w odpowiedzi na to wszystko przejawiamy, są bardzo różne. Np. niektóre osoby są obecnie bardziej niemiłe. Inne – bardziej agresywne. Możemy obserwować także różne reakcje w nas samych, np. szybko się niecierpliwimy – mówiła Ewa Woydyłło.

Jak sobie radzić?

– Trzeba mieć coś na przeciwwagę. Niektórzy mówią nam: zacznij myśleć o czymś innym. Ciesz się tym, że masz zdrowe dzieci. Łatwo powiedzieć. Aż ma się ochotę powiedzieć „spadaj”, przecież nie o takie łatwe recepty nam chodzi – oznajmiła psycholog. Choć sposoby radzenia sobie z trudną sytuacją nie są takie proste, to jak przekonuje dr Ewa Woydyłło, wbrew pozorom można je w prosty sposób sklasyfikować. Propozycje te nie są zresztą niczym nowym. Wskazuje ona na dwa odwieczne i bardzo uniwersalne sposoby: własna aktywność i inni ludzie.

Własna aktywność

Pierwszy sposób polega na zadbaniu o większą i bardziej świadomie praktykowaną, własną aktywność. Takie skupienie się na wykonaniu konkretnego zadania jest bardzo pomocne, choć wciąż przez wielu z nas niedoceniane. A mogą być to bardzo proste rzeczy, np. 25 minut szybkiego marszu. Ruch jest rekomendowany nie tylko ze względu na jego oczywiste korzyści fizyczne, ale także umysłowe. Stanowi dobre pożywienie dla naszego mózgu. Pod jego wpływem następuje produkcja hormonów szczęścia takich jak dopamina, serotonina czy noradrenalina. Innymi słowy, zapewnia nam przypływ energii – tak bardzo potrzebnej w obecnie częstym stanie marazmu. Jak podkreślała psycholog, w czasach pandemicznych zadbanie o samych siebie i nasz nastrój jest nie tylko polecane przez specjalistów. To nasz obowiązek. – Warto wprowadzić do swojego życia zasadę dbania o tę sprawność fizyczną i, co za tym idzie, psychiczną. Czasem celowo trzeba się troszeczkę zmęczyć. Sięgnąć po taki trening sprawności. W tym tkwi sekret pogody ducha. Warto przyjąć taką strategię – podsumowała.

Inni ludzie

Co jeszcze powinniśmy robić? Czerpać z nastroju innych. To drugi sposób radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Psycholog podała zebranym na sali słuchaczom kilka przykładów. Pierwszym z nich był ponad stuletni, wesoły staruszek, który swoim dobrym nastrojem zarażał innych. Innym – kobieta, która mając więcej wolnego czasu podczas pandemii przeznaczyła go na stworzenie od podstaw drzewa genealogicznego swojej rodziny. Przedsięwzięcie było olbrzymie, wymagające wysokiej sumienności, ale finalnie wywołało podziw i zachwyt całej rodziny. – Szukajmy ludzi, którzy będą balsamem dla naszej duszy – mogą być niscy, starsi, mogą to być analfabeci. Byleby tryskali pogodą ducha – mówiła psycholog. Jak jednak obchodzić się z, delikatnie mówiąc, bardziej ponurymi ludźmi?

Nie zmieniaj – wiej!

– Najlepiej od nich jak najszybciej wiać! – podpowiedziała ze śmiechem terapeutka. – Ponuractwo jest tak samo zaraźliwe jak pandemia. Negatywizm jest zaraźliwy. Co ciekawe, taka sama psychologiczna rekomendacja ma miejsce, gdy przytłaczającą nas osobą jest… nasz rodzic. – Trzeba wtedy ograniczyć takie rodzinne spotkania. Można się także wewnętrznie odizolować podczas słuchania problematycznych wywodów i zamiast skupiać się na nich to myśleć o sukience, jaką założę na sylwestra. Trzeba się bronić. Trzeba nauczyć się dbać o siebie – wyjaśniła. Pandemia skumulowała wiele naszych obaw naraz. Wielu ludzi przeżyło stratę. Straty są tu rozumiane bardzo szeroko – stratą jest np. brak możliwości chodzenia normalnie do szkoły. Należy wybrać rozwiązanie dobre dla nas, adekwatne dla naszej straty. Nawet jeśli oznacza to czasem odcięcie się od tych najbliższych członków rodziny.

Pandemia jako dar?

Takich nieco kontrowersyjnych obserwacji padło podczas tego spotkania bardzo dużo. Kolejnym z nich była sugestia Ewy Woydyłło, aby spojrzeć na pandemię jak na… dar. – To dobry czas, żeby popracować nad swoją odpornością. Nauczyć się spędzać czas trochę inaczej niż dotąd. Mieć w sobie tę otwartość i gotowość na nowości. Może okazać się do dla nas czymś niezwykle pozytywnym. Może nas to czymś zaskoczyć. Przesłuchanie czegoś, jakiegoś ciekawego audiobooka, być może w „normalnym”, niepandemicznym świecie nie doczekałoby się naszego wolnego czasu – wyjaśniła. Dużo osób ma podczas pandemii więcej czasu niż zwykle. Warto spojrzeć na to jako podarunek. Co więcej, czasy na zmaganie się covidem też są, wbrew pozorom, sprzyjające. Np. ograniczony kontakt z ludźmi kilkadziesiąt lat temu byłby dla nas jeszcze bardziej dotkliwy. Obecnie zaś możemy zadzwonić do naszych bliskich przez telefon, zobaczyć ich na Teamsach czy Zoomie, być na bieżąco z tym, co się u nich dzieje.

O uzależnieniach

Z racji, że dr Ewa Woydyłło jest terapeutką uzależnień – znaczna część spotkania była poświęcona zmaganiu się z nałogami. Jeśli wierzyć statystykom, w czasie pandemii dużo więcej ludzi sięga po alkohol czy leki przeciwdepresyjne. – Robią to, żeby się odłączyć od rzeczywistości. Nie żeby głęboko przemyśleć daną sprawę, a właśnie uciec od niej. To jest unikanie rozwiązywania problemu. Dlaczego ludzie tak robią? Bo nie potrafią inaczej. Powinni się jednak nauczyć innych rozwiązań. Jeśli nie wiemy jak coś zrobić to należy się tego dowiedzieć. Obowiązkiem każdego z nas jest dowiedzieć się, jak sobie w danej sytuacji poradzić. Alkohol jest fantastycznym znieczulaczem. Pamiętajmy jednak, że alkohol oszukuje. Tylko obiecuje, że będzie świetnie, po czym wcale tak nie jest – stwierdziła psycholog. – Choć z jednej strony alkohol faktycznie wszystko rozwiązuje: związki, umowy o prace… – dodała z uśmiechem.

Inteligencja

Czym jest dla Was, drodzy Czytelnicy, inteligencja? Z pewnością mogłoby tu paść teraz wiele różnych, interesujących, niekoniecznie wykluczających się definicji. Podczas spotkania w Ursusie dr Ewa Woydyłło podała własną definicję. – Nie ma już chyba na świecie człowieka, który by nie wiedział, że alkohol prowadzi do uzależnienia. Ale każdy z nas myśli – tak, ale mnie to nie dotyczy. Myślimy, że my nad tym panujemy, mamy kontrolę, jesteśmy na uzależnienie zbyt inteligentni. Ale inteligencja polega na czymś zupełnie innym. Inteligencja to najkrótsza droga do osiągnięcia celu. Np. do ukończenia szkoły. Ta bardzo prosta, ale jakże trafna definicja spotkała się z wielkim uznaniem słuchaczy. Dr Woydyłło podkreśliła przy tym, że pandemię można postrzegać także jako pewien sprawdzian, jak sobie poradzimy w trudnej sytuacji. To taka autodiagnoza nas samych i naszych psychicznych zasobów. Jej wyniki dla wielu z nas okazały się rozczarowujące. – Pandemia wyzwoliła w ludziach prawdę o tym, jak bardzo są zaniedbani – dodała.

O psychologach

Podczas spotkania była mowa także o tym, jak społecznie postrzega się korzystanie z usług psychologa. Konkluzje osób zgromadzonych na sali były niepokojąco podobne i postulujące, że niestety wciąż wiąże się to z pewnym negatywnym piętnowaniem. Społeczna ocena to jedno, do tego dochodzą odpowiedni terapeuta i… odpowiedni pacjent. Dr Ewa Woydyłło przyznała, że jak w każdym zawodzie nie każdy psycholog okaże się prawdziwym fachowcem. – Wybór odpowiedniej dla nas osoby to trochę ruletka. Plus sam delikwent też musi chcieć. Decyzja o zmianie musi pochodzić z wewnątrz nas samych. Psycholog nic za nas nie zrobi. Ciężka praca zawsze jest po naszej stronie. Psycholog nie ma władzy nad drugim człowiekiem. Nikt nie ma – uzupełniła. Słuchacze zwracali uwagę także na to, że ludzie z natury nie lubią wysiłku. Chcą szybkich rozwiązań. A czarodziejska różdżka nie istnieje. Fakt, że człowiek ma wolną wolę psycholog podsumowała w zabawny sposób: – Można konia zaprowadzić do wodopoju. Ale nie można sprawić, że ten koń się napije ☺.

Pomoc? Nie każdy jej chce

Wydawać by się mogło, że każdy z nas chce wyjść z trudnej dla siebie sytuacji jak najszybciej. Ewa Woydyłło szybko rozprawiła się z tym mitem. – Niektórzy ludzie lubią cierpieć. Lubią, żeby inni im współczuli. Są przywiązani do swojego wizerunku jako ofiary. Gdy inni się tak o mnie martwią i troszczą to czuję się ważna. Jest to taki psychologiczny paradoks: wydaje się, że ktoś doświadcza czegoś strasznego, kiedy tak naprawdę jest mu to na rękę. Depresja to niekiedy właśnie takie nawykowe wejście w rolę ofiary. Uwaga jest tu profitem.

Często ma to swój początek jeszcze w dzieciństwie. – Niektóre dzieci też lubią przyciągać taką negatywną uwagę. Pewnie dlatego, że nigdy nie dostawały tej pozytywnej. Czasami jak dziecko zachoruje to dopiero wtedy przykuwa uwagę rodziców. Ich troskę. A jak jest zdrowe to musztrują go. I to potem niekiedy zostaje w nas do dorosłego życia – wyjaśniła.

Studia psychologiczne

Ewa Woydyłło rozprawiła się jeszcze z wieloma mitami podczas tego spotkania. Np. z popularnym poglądem, że wiele młodych osób wybiera studia psychologiczne po to, żeby sobie pomóc. Okazuje się, że… akurat to wcale nie jest mit. Faktycznie trochę tak jest. I, co ciekawe, częściej decyduje się na to płeć piękna. – Kobiety lubią innych ludzi, dużo czytają, interesują się światem bardziej wszechstronnie niż mężczyźni. Nie tylko tutaj (na sali) jest taka dysproporcja. Kobietom jest generalnie nieco łatwiej – łatwiej jest im żyć. Statystycznie żyją zresztą dłużej o prawie 10 lat. Kolejny fakt jest też taki, że do zawodów, które są mniej intratne idzie więcej kobiet – wyjaśniła psycholog.

O seniorach

Padło pytanie także o ważną grupę społeczną, jaką są seniorzy – czy człowiek ma tyle lat, na ile się czuje? Jak zadbać o ten wigor życiowy w dojrzalszym wieku? – Wiek dla mnie nie gra roli – oznajmiła mająca 82 lata Ewa Woydyłło. – Czy seniorowi powinno się coś należeć tylko z racji wieku? Nie! Duży wiek to żadna zasługa. Zupełnie tego nie przyjmuję. Takie myślenie tylko rozsiewa aurę kreującą posiadaczy zaawansowanego wieku na osoby, które z automatu mają przyjmować jakieś względy. Starsze osoby są często pełne pychy, że wszystko im wolno. A tymczasem powinni się właśnie teraz, w tym dojrzalszym wieku bardziej liczyć z innymi ludźmi. Np. w rozmowie. Rozmawiajmy o tym, co nas wspólnie interesuje. Babcia opowiadająca wnuczkowi wyłącznie o wojnie nie będzie dla niego interesującym towarzyszem. Trzeba myśleć o tej drugiej osobie. Czasami późny wiek zabiera już dużo tej sprawności umysłowej. Czasami seniorski wiek jest taki smutny, bo człowiek czuje się odepchnięty. Ale może dzieje się to nie bez powodu – powiedziała psycholog. Następnie wypowiedziała słowa dla mnie, autorki tej relacji, absolutnie najważniejsze z całego tego spotkania. – Czasami trzeba pewne rzeczy w relacji znosić. Ale wtedy nie jest to już np. przyjaźń. – Taka prawda.

Pytania i autografy

Spotkanie odbyło się w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki. Zostało dofinansowane ze środków Instytutu Książki. Wydarzenia organizowane przez DKK zawsze są niezwykle interesujące, jednak rzadko kiedy aż tak licznie odwiedzane. Sala, w której miało miejsce spotkanie była wypełniona po brzegi, nie trzeba było też nikogo zachęcać do zadawania pytań – same padały i to właściwie od samego początku. Słuchacze chcieli skonsultować z terapeutką wszelkie nurtujące ich kwestie. Była także możliwość zakupienia książki autorki, z której zdecydowana większość uczestników skorzystała. Przełożyło się to także na późniejszą, długą kolejkę do wspólnych zdjęć i autografów. Słowem – wydarzenie było niezwykle merytoryczne i wartościowe. – Chciałabym, żeby coś Wam ciekawego z tego dzisiejszego spotkania zostało – powiedziała nieco wcześniej psycholog. Zostało – i to bardzo dużo.

Marlena Hess

Fot. Jacek Sulewski


MS 19/2021, 11 listopada 2021