„Ja, Ewa” – wrażenia z premiery

11 czerwca br. w Ośrodku Kultury ARSUS odbyła się premiera spektaklu pt. „Ja, Ewa”. Nawiązująca do biblijnych motywów sztuka okazała się mocno osadzona w kontekstach współczesnych i równocześnie kontrowersyjnych, takich jak zeszłoroczny strajk kobiet. Teatralna analiza roli kobiety w dzisiejszym świecie zdecydowanie przypadła do gustu zgromadzonym widzom.

Scenki z życia

Aktorzy z Teatru Scena Przyfabryczna przedstawili kilka pozornie niezwiązanych ze sobą scenek, którym motywem spajającym była postać kobiety. Podczas jednej z nich zebrane na sali wykładowej dziewczęta dowiadują się od mocno patriarchalnego, starszego mężczyzny, że ich rola sprowadza się do reprodukcji i troski o najbliższych. A co z rozwojem zawodowym i karierą? O tym jest mowa w kolejnej scence. Młoda i atrakcyjna pani Basia zostaje zagadnięta w pracy przez swojego prezesa. Przełożony całą jej wartość dostrzega wyłącznie w wyglądzie i urodzie, pomijając zupełnie aspekt zdolności czy kompetencji. Jeśli kogoś spośród publiczności oburzyła tak wymownie zaprezentowana, seksistowska ideologia to wraz z biegiem spektaklu było tylko mocniej.

Joanna Godlewska – reżyserka

Czy jesteś szczęśliwa?

Joanna Godlewska, scenarzystka i reżyserka tego spektaklu szybko udowodniła, że nie boi się podejmować na scenie trudnych i niewygodnych tematów. Nie poprzestała na ukazaniu wyłącznie tradycyjnego wizerunku kobiety – sięgnęła znacznie dalej i głębiej. Dobrze obrazuje to mocno prześmiewcza scenka, w której babcia sporządza listę zakupów. Szybko można się przekonać, że całe życie staruszki sprowadzało się do uszczęśliwiania jej męża – dbania o niego, gotowania mu jego ulubionych potraw („W życiu udało mi się wiele rzeczy. Moja kuchnia zawsze smakowała mojemu mężowi. Mój dom by zawsze wysprzątany, a okna lśniły. Mąż mnie zawsze chwalił, że tak czysto.”). Pytanie wnuczki – „Babciu, czy Ty jesteś szczęśliwa?” – wydaje się wręcz niezasadne, nie na miejscu, niezrozumiałe dla jego starszej adresatki. W tak zaprezentowanym świecie decyduje wyłącznie mężczyzna. Kobieta ma być względem niego uległa, podporządkowana, w pełni posłuszna. I jakkolwiek takie scenki mogą być nie do zniesienia dla współczesnych kobiet, nawiasem mówiąc nie tylko feministek, to należy spojrzeć prawdzie w oczy. Właśnie w taki sposób przez lata funkcjonowały kobiety. A nawet znacznie gorzej.

Posłuszeństwo i przemoc

Znacznie gorzej jest wtedy, gdy pojawia się przemoc. A pojawia się i to wciąż zdumiewająco często. Nie mniej bulwersujące jest uzasadnianie uciekania się do przemocy na stronach Biblii. W spektaklu padają odniesienia np. do Listu do Koryntian takie jak: „jeśli niewiasta chce się czegoś dowiedzieć, niech pyta mężczyzny”. Lub: „żony, bądźcie ulegle mężom”. Aż chciałoby się krzyknąć i zatrzymać tę spiralę niezrozumiałej i dramatycznej farsy. I tak, takie krzyki, wołanie o rozsądek także się w spektaklu pojawiają. Joanna Godlewska podkreśla ich znaczenie stawiając także na symbolikę – czarne stroje bohaterek i rozkładane przez nie czarne parasole. Elementy te nawiązują jednoznacznie do współczesnych wydarzeń, takich jak zeszłoroczny strajk kobiet, podczas którego protestowano przeciwko uznaniu prawa do aborcji za niezgodne z konstytucją (chodziło o aborcję z powodu ciężkich i nieodwracalnych wad płodu). Jak przyznaje reżyserka, właśnie te wydarzenia były inspiracją do stworzenia tego spektaklu.

Strajk kobiet

– W strajkach kobiet chodzi przede wszystkim o możliwość wyboru, a nie o to, o co się je najbardziej krytykuje, czyli o dążenie do aborcji. Mówił o tym szczególnie ostatni akcent tego przedstawienia – powiedziała nam Joanna Godlewska po zakończeniu spektaklu. Wspomniana ostatnia scena przedstawia kobietę dowiadującą się, że dziecko, którego się spodziewa, będzie niepełnosprawne. Reżyserka wyjaśniła także, jak sama postrzega współczesną kobietę. – Podziwiam szczególnie te kobiety, które potrafią tak walczyć. Ja nie należę do feministek ani do tych walczących osób, choć w pełni je popieram. Podziwiam te kobiety, które decydują się na to, żeby zaistnieć i żeby ten świat zmienić na swoją korzyść. To jest bardzo długi proces, ale mam nadzieję, że kiedyś im się to w pełni uda. Bo naprawdę obecnie mamy ciągle męski świat.

Niezdrowe ekscytacje?

„Nie czas na niezdrowe ekscytacje” – w taki sposób patriarchalny wykładowca ze spektaklu komentuje buntujące się słuchaczki. Jest to także bardzo wymowna puenta, która stawia pytanie, czy zmiana tak głęboko zakorzenionej mentalności jest w ogóle możliwa. Zdaniem Joanny Godlewskiej jest to długi i powolny proces, ale jak najbardziej realny. – Trzeba wychowywać młodsze pokolenie i uświadamiać mu, że życie nie może wyglądać tak jak życie naszych babci. To jest proces. To nie jest tak, że pójdę na wykład, dowiem się czegoś i nagle wszystko zmienię. To będzie następowało stopniowo. I trzeba szukać w swoim mężczyźnie tego partnera. Partnera, który mnie, kobietę, będzie traktował też jak partnerkę. To musi być wzajemne i obopólne. Wierzę w to, że rola kobieta może być inna niż ta nakreślona dzisiaj przez tak wiele środowisk, w których kobiety wciąż traktuje się bardzo przedmiotowo. Świat się obecnie dynamicznie zmienia. Myślę, że takie zmiany są możliwe. – podsumowała.

Siła i inspiracja

Spektakl pokazał z jednej strony mocny opór wobec zachodzących zmian, z drugiej zaś ogromną siłę drzemiącą w kobietach. Zdecydowanie przypadł do gustów zgromadzonej w Arsusie publiczności, która reagowała na niego emocjonalnie, żywo i entuzjastycznie. Mimo że podejmował on trudne i kontrowersyjne zagadnienia, to płynąca z niego konkluzja jest pozytywna i mocno inspirująca. Mężczyźni określający buntujące się kobiety histeryczkami, które powinny się opamiętać, to relikt przeszłości, na który nie ma zgody we współczesnym świecie. A przynajmniej dzisiejsza Ewa, żyjąca w XXI wieku, na to nie pozwoli.

Tekst i zdjęcia Marlena Hess

MS 10/2021, 24 czerwca 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *