Wielo­zadaniowość – więcej kłopotu niż pożytku

Był czas, kiedy myśleliśmy, że wielozadaniowość, inaczej określana jako multitasking, to dobra rzecz. Kojarzyliśmy ją z produktywnością, szybką realizacją zadań, poczuciem, że jesteśmy bardzo efektywni. Obecnie coraz częściej mówi się o jej ciemnych stronach i odradza praktykowanie jej. Dlaczego wielozadaniowość nagle spadła z piedestału?

Komputer umie

Współcześnie często robimy wiele rzeczy naraz. Gotujemy obiad, rozmawiając jednocześnie przez telefon i zerkając na włączony telewizor. W pracy odczytujemy maila, robiąc przy tym poranny przegląd prasy w Internecie i rozmawiając ze współpracownikiem o planowanym projekcie. Wydaje się, że takie funkcjonowanie jest współcześnie normalne, a wręcz pożądane. Przyjęliśmy wielozadaniowość jako sposób na dotrzymanie kroku obecnym, pędzącym czasom. Sam ten termin funkcjonuje już jednak od kilku dekad. Pojawił się po raz pierwszy w 1965 roku w dokumencie IBM, który przedstawiał możliwości nowego systemu komputerowego. Obecnie rozumiemy pod nim dodatkowo postawę realizowania kilku rzeczy równocześnie także przez ludzi. Pytanie, czy takie rozszerzenie jego znaczenia faktycznie było słuszne.

Człowiek niekoniecznie

Wielozadaniowość definiuje się potocznie jako wykonywanie wielu rzeczy równocześnie. I jakkolwiek ma to sens w przypadku komputera, tak w odniesieniu do możliwości człowieka już trochę mniej. Prawda jest taka, że nie wykonujemy tych wszystkich zadań jednocześnie, a jedynie przerzucamy między nimi naszą uwagę. Skupienie się na wszystkim naraz zwyczajnie nie byłoby możliwe. Jesteśmy w stanie wykonywać równocześnie tylko te rzeczy, które nie wymagają od nas pełnej koncentracji. Przykładowo, doświadczony kierowca nie będzie miał problemu z jednoczesnym prowadzeniem i samochodu, i rozmowy. Jednak zadania wymagające koncentracji będą ją otrzymywać po kolei, jedno po drugiej, a nie wszystkie naraz. W efekcie nasza uwaga jest mocno rozproszona, a tak częste zmiany działają mocno na jej niekorzyść. Nasz mózg też tego nie lubi. Naukowcy udowodnili, że szybkie i częste przełączanie wykonywanych zadań zmniejsza naszą wydajność umysłową.

Podłoże neurologiczne

Dla osób śledzących odkrycia w neurologii interesujące może być wskazanie, jaka część mózgu odpowiada za tę wielozadaniowość. Jest nią pole Brodmanna 10, znajdujące się w korze przedczołowej, czyli ewolucyjnie najmłodszej części mózgu. Potwierdzają to badania, w których porównuje się wykonywanie kilku rzeczy naraz przez osoby zdrowe oraz osoby mające uszkodzony ten obszar mózgu. Osoby z uszkodzeniem w obrębie pola Brodmanna 10 wypadają w nich istotnie gorzej. Nie potrafią przerzucać się między zadaniami i skupiają się na mniejszej liczbie zadań. Co ciekawe, pacjenci z uszkodzeniami innych części płata czołowego realizują takie zadania równie dobrze co osoby w pełni zdrowe. Wielozadaniowość to jednak nie tylko monitoring celów i przerzucanie się pomiędzy różnymi zadaniami, ale także ciągłe śledzenie bodźców z zewnątrz, analizowanie ich, dostosowanie się do nich. Za to odpowiadają struktury znajdujące się w płacie ciemieniowym.

Ciemne strony

Takie rozproszenie się na różne tematy jest z wielu powodów bardzo niekorzystne. Przede wszystkim multitasking zmniejsza wydajność pracy. Eksperci szacują, że przełączanie zadań może spowodować spadek wydajności nawet do 40 proc. Osobną sprawą jest jakość i wykonanie tych zadań. Próbując wykonać wiele zadań naraz, siłą rzeczy realizujemy je mniej dokładnie niż gdyby te poszczególne czynności były rozłożone w czasie. Jesteśmy też bardziej narażeni na popełnienie błędu. Rozproszona uwaga i brak pełnej koncentracji na zadaniu mogą skutkować niedopatrzeniem czegoś, pomyłką, niezarejestrowaniem ważnej rzeczy. A te mogą mieć poważne konsekwencje, w zależności od wykonywanej przez nas pracy.

Strata – nie tylko czasu

Wbrew powszechnemu przekonaniu wielozadaniowość wcale nie przekłada się na oszczędność czasu. Przełączanie się z projektu na projekt, zostawianie każdego z nich w trakcie realizacji, wracanie do niego po czasie zajmuje więcej czasu niż ukończenie każdego z nich osobno. Umysł musi się zrestartować po każdorazowej zmianie zadania. Również za każdym razem, gdy chcemy wrócić do tematu, kilka chwil zajmuje nam proces przypomnienia sobie, na czym skończyliśmy. Nawet jeśli nie rejestrujemy tak mocno tych przerw i bagatelizujemy ich znaczenie, to są one czasochłonne i obciążające. Przełączanie się pomiędzy zadaniami powoduje również wyczerpanie zasobów poznawczych, przez co zaburzona jest np. nasza zdolność twórczego myślenia. Innymi słowy, natłok spraw i tematów do załatwienia wstrzymuje naszą kreatywność.

Konsekwencje osobiste

Wielozadaniowość nie sprzyja nie tylko realizowanym przez nas zadaniom – nie jest korzystna także dla nas samych. Na pewno może wywoływać szereg niedogodności natury psychicznej typu stres, niepokój, chroniczne zmęczenie. Obniża poziom empatii, zaburza kontrolę impulsów, rozregulowuje emocjonalnie. Na tym jednak nie koniec. Naukowcy i psychologowie ostrzegają, że próby dążenia do niej mogą skończyć się depresją i wypaleniem zawodowym. Praktykowany przez dłuższy czas multitasking stwarza także ryzyko problemów zdrowotnych. Wysoki poziom hormonów stresu (kortyzolu i adrenaliny) może przełożyć się na zwężenie tętnic, zwiększenie stężenia cukru we krwi czy osłabienie układu odpornościowego. Co zatem robić? Zamiast realizowania wszystkiego naraz próbujmy, w miarę możliwości, rozkładać zadania w czasie, planować je, ustalać priorytety w ich realizacji. A wielozadaniowość pozostawmy komputerom.

Marlena Hess

MS 6/2021, 29 kwietnia 2021

Bibliografia:

  • G. Marcus, Prowizorka w mózgu. O niedoskonałościach ludzkiego umysłu, Sopot 2009.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *