DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

Rodzina patchworkowa – utrapienie czy szansa?

Statystyki wskazują, że z roku na rok rośnie liczba rozwodów. Jak podaje GUS, w 2017 roku rozwiodło się 65 tysięcy małżeństw na 193 tysiące zawartych. Oznacza to, że coraz więcej z nas funkcjonuje w tzw. rodzinach patchworkowych, czyli takich, których członkowie mają już za sobą nieudane związki, mają dzieci z poprzednich małżeństw, często także dzieci z tego nowego związku. Życie w takiej zrekonstruowanej rodzinie jest trudne, skomplikowane, pełne wyzwań. Czy taki system rodzinny może mieć jakieś zalety?

Jak kolorowa kołdra

Gdy rozstają się małżonkowie nieposiadający dzieci, to jeśli zechcą, mogą się rozejść całkowicie i na zawsze. Sytuacja komplikuje się, gdy mają już dzieci i zaczynają nowe związki z partnerami, którzy też są rodzicami. Trafne wydaje się tutaj określenie „patchwork”. Podobnie jak tradycyjna, patchworkowa kołdra, która uszyta jest z wielu różnych kawałków, tak rodzina patchworkowa jest „pozszywana” z wielu różnych osób. Jedno jest pewne – wyzwań w takiej rodzinie nie zabraknie. Z jednej strony są to wyzwania psychologiczne – relacje między byłym mężem a obecnym, dążenie do nieobciążania dzieci trudnymi emocjami, stosunki między przybranym rodzeństwem, wzajemna komunikacja mimo żalu i cierpienia, jakie niosło ze sobą rozstanie. Nie zabraknie także wyzwań natury logistycznej – organizowanie codzienności, dzielenie się opieką nad dziećmi, wspólne spędzanie wakacji czy świąt. W porównaniu do rodziny klasycznej patchwork przypomina labirynt, w którym trzeba poruszać się nadzwyczaj inteligentnie i dojrzale. Jeśli będziemy umieli się tak poruszać, to taki model rodziny może się nie tylko sprawdzić, ale zaoferować znacznie więcej możliwości niż model tradycyjny.

Wyzwanie, ale i szansa

Przede wszystkim rodzina patchworkowa jest większa. Oprócz mamy i taty jest jeszcze przybrany rodzic i jego rodzina oraz liczne przybrane rodzeństwo. Na uroczystościach rodzinnych czy wspólnych wyjazdach jest więc gwarno, wesoło, energicznie i żywiołowo. Jest to rodzina z pewnością oryginalna, składająca się z wielu różnych osobowości.

Bywają takie „patchworki”, których członkowie wyznają różne religie, mają odmiennie poglądy, kolor skóry, może nawet mówią innym językiem. Taka rodzina uczy tolerancji i szacunku wobec odmienności i innych kultur. Jeśli rozwiedzeni rodzice mają ze sobą dobrą relację – dla dzieci stanowi to piękną lekcję wyrozumiałości i dojrzałości. Aby funkcjonować w takim systemie dorośli muszą rozwinąć w sobie cierpliwość, elastyczność, dobre intencje, mądrość, zaangażowanie i przede wszystkim umiejętność dobrej komunikacji.

Najpierw posprzątać bałagan

Bez skutecznego porozumiewania się niewiele zdziałamy w jakiejkolwiek relacji, a w rodzinie patchworkowej szczególnie. Początek funkcjonowania tego systemu na pewno jest trudny. Aby budować wspólną przyszłość, najpierw trzeba posprzątać bałagan spowodowany rozstaniem. To, w jaki sposób się rozstajemy w dużej mierze przesądza o przyszłości całej patchworkowej rodziny. Być może konieczne będzie tymczasowe zawieszenie kontaktów z byłym partnerem lub partnerką do czasu, aż ostygną emocje i opadnie kurz. Później jednak należy robić wszystko, żeby uspokoić zranione uczucia i rozczarowanie zastąpić dobrą wolą. Stawką jest bezpieczeństwo emocjonalne i materialne dzieci. Nie wolno angażować dzieci w konflikt, obciążać ich naszymi problemami i dylematami ani szukać w nich sojuszników. Oczekiwanie, że wybierze ono stronę jednego rodzica to kardynalny, niestety częsty błąd. Dziecko ma prawo do kochania obydwojga rodziców. To podstawowa zasada udanego patchworku.

Bez komunikacji ani rusz!

Psychoterapeuta Wojciech Eichelberger zaleca członkom takich zrekonstruowanych rodzin, aby poprzestawali na nazywaniu swoich emocji, bez wyrażania ich. Czyli zamiast okazywać złość wobec byłego partnera lepiej powiedzieć mu: „Jestem zła, że nie odebrałeś dzieci ze szkoły.” Zdanie to obrazuje kolejne dwie ważne zasady komunikacji. Po pierwsze, mówmy w pierwszej osobie – czuję, myślę, uważam. Psychologowie nazywają to komunikatem „ja”. Po drugie, wskazujmy na konkretne sytuacje czy zachowania. Krytykujmy zachowanie osoby, a nie osobę. Zamiast powiedzieć do dziecka: „Jesteś niegrzeczny i leniwy” lepiej sięgnijmy po zdanie: „Odbieram Twoje zachowanie jako niegrzeczne, to dla mnie przykre.” Ważny jest więc odpowiedni dobór słów, ale niemniej ważne jest umiejętne słuchanie. Gdy partner mówi, nie przerywajmy mu, nie przygotowujmy w myślach kontrataku. Spróbujmy poznać jego punkt widzenia, dopytujmy o szczegóły, skupmy się na tym, co mówi, parafrazujmy. Nie musimy się z nim zgadzać, ale powinniśmy poznać jego stanowisko i towarzyszące mu argumenty. Te zasady dotyczą, nawiasem mówiąc, nie tylko patchworku, ale generalnie wszystkich relacji międzyludzkich.

Jak szyć umiejętnie?

Na „uszycie rodziny patchworkowej” nie ma jednej recepty. Każda rodzina jest inna, a już taka „wielorodzina” jest szczególnie wyjątkowa. Na pewno pomoże trzymanie się tych kilku zasad nakreślonych wcześniej. Nieodzownym elementem takiego modelu rodzinnego są też kierowanie się zawsze dobrem dziecka, ogromna dojrzałość i wykazywanie dobrych intencji wobec wszystkich jego członków. Niekoniecznie to wystarczy, ale jest dobrym punktem wyjścia. Zamiast okazywać niezadowolenie z bycia częścią takiego labiryntu, warto dostrzec potencjał, jaki bez wątpienia w nim drzemie. Może przybrana siostra stanie się moją najlepszą przyjaciółką? Może ojczym Włoch nauczy mnie języka włoskiego? Może mama i tata zastąpią dotychczasowy żal wzajemną troską i sympatią? Każdy może wnieść coś wyjątkowego do patchworku i czerpać z tego, co wnoszą inni. Ważne, aby się na ten potencjał otworzyć.

Marlena Hess

MS 3/2019, 28 lutego 2019

 

Bibliografia:

• Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć, W. Eichelberger, A. Kutek, Warszawa 2017.