DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook
Spotkanie z egiptologiem prof. dr. hab. Andrzejem Niwińskim, mieszkańcem Ursusa

 „Jesteśmy 30 cm od wejścia do grobowca”

Czy czeka nas sensacja i światowe wydarzenie w dziedzinie archeologii, porównywalne do odkrycia grobu Tutenchamona? Relacjonujemy spotkanie z mieszkańcem Ursusa, prof. dr. hab. Andrzejem Niwińskim, który od 1999 r. kieruje pracami tzw. Misji Skalnej nad świątynią Hatszepsut w Deir el-Bahari w Egipcie. Ekspedycja, która miała zabezpieczać świątynię, w trakcie badań doszła do wniosków, że mogą tam znajdować się nieodkryte grobowce królewskie! Pojawiają się jednak przeszkody, aby to sprawdzić...

Dwa lata temu pytany przez media oceniłem, że jesteśmy ok. 30 metrów od grobowca Herhora. Dziś odpowiadam: jesteśmy 30 cm od wejścia do grobu Herhora – zapewnia archeolog prof. dr hab. Andrzej Niwiński, obecnie pracownik Zakładu Archeologii Egiptu i Nubii na Uniwersytecie Warszawskim; specjalista w dziedzinie ikonografii religijnej okresu XXI–XXII dynastii; wydawca książek; uczeń prof. Kazimierza Michałowskiego, o którym mówi się, że stworzył polską szkołę archeologii.

Kim był Herhor? To nie tylko postać znana z powieści „Faraon” B. Prusa. Rządy tego egipskiego arcykapłana, generała i króla przypadły na XI wiek p.n.e. – początek tzw. Trzeciego Okresu Przejściowego w dziejach starożytnego Egiptu. Wtedy właśnie kraj rozpadł się na trzy części: Egipt Dolny, Górny i niezależną Nubię. Okres, w jakim żył Herhor, od lat znajduje się w centrum zainteresowania egiptologa z Ursusa. – Znam 600 sarkofagów staroegipskich, ale żaden z nich nie należy do okresu życia Herhora. Wszystkie są późniejsze. Po nitce do kłębka, badając natknęliśmy się na wyraźne tropy, gdzie można spodziewać się tego grobowca. Nie ja pierwszy go szukałem. Uważano, że został znaleziony w 1881 roku. Jednak tam w ogóle nie było jego ciała, tylko zwłoki jego żony – tłumaczy prof. Niwiński.

Egipt. XI wiek przed Chrystusem…

Teby. Skończyła się wojna domowa. Wojennym zniszczeniom, zadanym przez oddziały kuszyckich bądź nubijskich barbarzyńców, przygląda się generał Herhor stojący na czele armii faraona Ramzesa XI. W Dolinie Królów widzi powywlekane z grobowców mumie władców – splądrowane, sprofanowane i naznaczone nawet odchodami barbarzyńców! Nim zostaje arcykapłanem Amona i królem, postanawia nadzwyczajnie zabezpieczyć swój grobowiec, by zapobiec takim niszczycielskim działaniom. Jak to zrobi? Czekamy ponad 30 stuleci na odpowiedź. Tymczasem, Herhor umiera znacznie wcześniej, niż przewidziała wyrocznia i plany co do miejsca pochówku ulegają zmianie...

XX wiek...

1973 rok. Egiptolog Andrzej Niwiński zaczyna zgłębiać mało poznany okres historii starożytnego Egiptu: czasy faraonów XXI dynastii. Rozbudza w nim ciekawość arcykapłan Herhor i świadomość, że wiele z grobowców jeszcze czeka na odkrywców. Otrzymuje koncesję i w 1999 roku wyrusza w ramach tzw. Misji Skalnej do Deir el-Bahari. Celem Misji jest nie tylko poszukiwanie grobowca, ale także zabezpieczenie terenu skalnego wokół niżej położonej świątyni Hatszepsut oraz odkrytej przez Polaków świątyni Totmesa III. – Od wczesnych lat 60. XX. wieku te świątynie są w polskich rękach – zwraca uwagę profesor. Na jednej ze skalnych półek leży mnóstwo ogromnych głazów – jak się później okazuje, ok. 4 tys. ton! Niebezpieczny stawał się każdy deszcz, w wyniku którego kamienie mogłyby zsunąć się i zniszczyć położone na dole świątynie. Zaczyna się ciężka praca: rozbijanie głazów na małe części. Ale profesor nie zapomina szukać śladów grobowca...

XXI wiek...

Kolejne koncesje napotykają problemy. I nie chodzi tylko o finanse. Sprawy pieniędzy są za każdym razem inne. Koszt jednej ekspedycji waha się od ok. 30 do 100 tys. PLN. Czasem udaje się otrzymać częściowe finansowanie z Uniwersytetu, ale najczęściej są to środki prywatne. Pomaga Stowarzyszenie Miłośników Egiptu „Herhor” – gromadzi takie prywatne subwencje na swoim koncie. Nie wszyscy wierzą też w powodzenie poszukiwań. Nie wszyscy sprzyjają archeologowi i jego zespołowi i sceptycznie podchodzą do śmiałych tez profesora. Problemy z koncesją stwarza Zahi Hawass (w latach 2002–2011 jest sekretarzem generalnym Najwyższej Rady Starożytności). W 2009 r. jest zgoda na dalsze usuwanie kamieni z góry, ale na rozpoczęcie prac zgoda zostaje nagle cofnięta. W 2013 roku Misja wraca szczęśliwie na zbocze z unikalnym urządzeniem zaprojektowanym specjalnie przez polskich inżynierów; przypominające zsyp budowlany, ale z półtorametrową średnicą – posłużyło do transportu kamieni. 4 tysiące ton małych kamieni udaje się usunąć z góry w ciągu 3 lat.


Po nitce do kłębka

Okazało się podczas prac, że kamienie nie znalazły się na wzgórzu przypadkowo. Badania potwierdziły, że Egipcjanie już w starożytności utworzyli sztuczne wzgórze. – Na wielu głazach odkryliśmy ślady dłuta, co oznacza, że kamienie były celowo zrzucane – tłumaczy profesor Niwiński, i dodaje – Odkryliśmy tunele, którymi najprawdopodobniej przemieszczali się starożytni złodzieje. Uważam, że znaleźliśmy też fragment sztyletu, który zostawił na górze zapewne jeden ze złodziei. Sztylet mógł wisieć bądź leżeć na mumii królewskiej. Identyczny znajduje się dziś w Brukseli. Tego rodzaju przedmioty wykonywano tylko w określonym okresie historii – w czasach tzw. XVIII Dynastii (500 lat przed Herhorem). Stąd teza, że szukamy właściwie dwóch grobów. Zapewne Amenhotepa I – najbardziej poszukiwanego z tego okresu – oraz Herhora, którego ciało zostało prawdopodobnie złożone do tego samego grobowca.


Papirus, dreny, nieskończone prace

Na trop grobu faraona Amenhotepa I naprowadza profesora także papirus znajdujący się w British Museum: „120 łokci (63 metry) poniżej wysoko położonego miejsca oraz na północ od świątyni Amenhotepa z ogrodem”. Tylko co to jest wysoko położone miejsce i świątynia z ogrodem? Pracując nad głazami Misja dokonuje odkrycia systemu drenów zabezpieczających coś przed deszczem. – Chodziło o to, by woda jak najszybciej spływała, a nie zatrzymywała w szczelinach tektonicznych. Wyżej położone szczeliny były zalepiane specjalnymi zlepkami. Zapewne szczeliny mają związek z korytarzem grobowym – wyjaśnia profesor. Co więcej, Misja odkrywa na górze dwa miejsca, gdzie faktycznie rozpoczęto budowę grobowców – to szyby, czyli pionowe studnie o przekroju kwadratowym. Starożytni budowniczowie nie kończą tych prac. Dlaczego? Herhor umiera kilkanaście lat za wcześnie. Trzeba go złożyć szybko do innego grobu. W 2014 roku Misja oczyszcza kolejne miejsce na górze z gruzu i kamieni. Odsłania się bardzo równa, płaska ściana. Wymiary i położenie wskazują na kaplicę królewską, a obok niej udaje się odsłonić drugą płaską ścianę. – Jeszcze pod koniec XIX wieku widać ruiny tej budowli na wykonanych wówczas zdjęciach. Dziś już ruiny się nie zachowały. Porównałem tę budowlę z fotografii z sarkofagami egipskimi i nie mam wątpliwości, że tam była kaplica, zapewne Amenhotepa I, patrona nekropolii – wyjaśnia Andrzej Niwiński. Posługując się metodą egipską, czyli za pomocą liny, misja bada odległość od półki skalnej, na której pracowała przez długie lata, do miejsca, gdzie stała owa kaplica i uzyskuje wynik 63 metry, co zgadza się z danymi z wyżej wspomnianego papirusu. Zgadza się też informacja o ogrodzie – profesor Niwiński pokazuje fotografię z widocznymi na terenie świątyni Mentuhotepa, leżącej na południe od owej kaplicy, donicami, w których rosły drzewa. Trop prowadzi do świątyni Totmesa III, również kompletnie celowo zasypanej w starożytności, a odkopanej przez Polaków w 1962 roku. To tutaj powinno się znaleźć wejście do grobowca.



Grobowiec pod posadzką

Sztuczne wzgórze miało zatrzymywać wodę, aby nie spływała i zniszczyła zasypu świątyni. – Skala ilości ziemi, jaka musiała przykryć te świątynie, byłaby porównywalna z materiałami używanymi do budowy piramid. Zasypywanie musiało trwać kilkanaście lat. Zakończyło się sukcesem. Po co tyle roboty? Komu te świątynie przeszkadzały? Chciano coś ukryć. Sztuczny nasyp miał zakamuflować grobowiec, który został umieszczony na polecenie faraona Totmesa III pod posadzką świątyni. Świątynię wybudował, bo chciał objąć grobowiec szanowanego przodka pradziadka Amenhotepa I – wyjaśnia profesor. Na dowód wskazuje na grupę płyt posadzkowych znajdujących się na terenie jedynie zachodniej części świątyni Totmesa III. – Dlaczego w ogóle te płyty posadzkowe tutaj się znajdują? Powinno ich tutaj nie być, bo świątynia uległa zniszczeniu, prawdopodobnie w wyniku trzęsienia ziemi, 100 lat po śmierci Totmesa III. Następnie świątynię rozebrano, w celu uzyskania materiału budowlanego. Płyty posadzkowe z piaskowca stanowiły w starożytności bardzo cenny materiał – przekonuje.



Złoto w grobowcach

Misja odkrywa jeszcze 2 dreny podczas czyszczenia terenu nad świątynią Totmesa III. Miały ochronić wybrany fragment skały przed wodą deszczową. Ponadto, na płytach posadzki znajdują się narysy, którymi zaznaczono miejsca wznoszenia ścian. Ale jedna z płyt nie pasuje – położona została później. Jedna z tych płyt jest zrekonstruowana przez starożytnych Egipcjan – całą powierzchnią mogłaby wystarczyć do przykrycia szybu grobowego. Ma jedynie 8 cm grubości, reszta ok. 30 cm. Nie wytrzymałaby, aby na niej budować. Świetnie zachowała się płyta leżąca w sąsiedztwie tej zrekonstruowanej. Właśnie nad tym miejscem usypano sztuczne wzgórze – 24 metry kamieni. Płyta ma 30 cm grubości – wystarczy ją unieść. Jeśli będzie pod nią skała, wejścia nie ma. Ale prawdopodobnie tam jest zamurowane wejście, które bez problemu zauważy archeolog. – Spodziewam się tam wejścia do grobowca królewskiego, w którym zapewne odkryjemy złote przedmioty, np. maskę, biżuterię. Znajdą się tam prawdopodobnie rzadkie zabytki związane z królem Amenhotepem I. Prawdopodobnie tam też spoczywa Herhor. W takim grobowcu można byłoby spodziewać się nawet kilkudziesięciu sarkofagów należących do dostojników z okresu życia Herhora – przekonuje profesor.

Płyta wciąż nie podniesiona

Zdawałoby się, że sprawa jest prosta: płytę o grubości 30 cm wystarczy tylko podnieść. Niestety. – Nie mam wpływu na ten obszar. Obecnie pracuje tam inna misja i to ona musi wyrazić zgodę. Zostaje mi tylko przekonanie członków misji, aby sprawdzili to miejsce. Egipcjanie na pewno wyrażą zgodę na prowadzenie prac pod posadzką, ponieważ potrzebują takich odkryć. Ja nie mogę się do nich o to zwrócić. Wystąpiliśmy za to o koncesję na zbadanie grobowców w innych okolicznych skałach – mówi na koniec prof. Niwiński.


Wysłuchała Agnieszka Gorzkowska


MS nr 5/2016