DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook
Mistrza Wajdy

Powidoki to poruszająca opowieść o ostatnich latach życia Władysława Strzemińskiego, polskiego artysty awangardowego o międzynarodowej sławie, który konsekwentnie trwał przy własnej wizji sztuki i nie akceptował, a nawet kontestował nurt socrealistyczny w sztu­ce wytyczony przez komunistyczne władze jako jedynie słuszny i obowiązujący.

To jednocześnie ostatni film Andrzeja Wajdy, jego nieplanowane pożegnanie, a przy tym polski kandydat do Oscara 2017 w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego.

Główną osią filmu są tragiczne losy niepełnosprawnego fizycznie, ale niezłomnego duchem, prześladowanego przez władzę artysty. U progu lat 50. XX w. Strzemińskiego wyrzucono za niepokorną postawę z łódzkiej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych (gdzie pracował jako wykładowca), cofnięto także jego członkostwo w Związku Polskich Artystów Plastyków, a Salę Neoplastyczną z jego autorskimi pracami w Muzeum Sztuki z dnia na dzień zlikwidowano. Co więcej, jako osoba niewygodna i szykanowana nie mógł znaleźć żadnej pracy i w końcu został pozbawiony środków do życia. W filmie widzimy jak przy pomocy nielicznych lojalnych przyjaciół artyście ledwo udawało się przetrwać, gdy na krótko podejmował chałturnicze prace, m.in. przy dekorowaniu witryn sklepowych. W przejmującej, symbolicznej scenie ukazana jest jego kaleka postać, gdy upada, próbując łapać przewracające się manekiny na wystawie sklepowej; z kolei w innej bardzo realistycznej scenie zmorzony głodem bohater wylizuje łapczywie resztki zupy z talerza.

Reżyser celowo pokazał tylko schyłkowy wycinek z bogatego życiorysu Strzemińskiego i konsekwencje jego niezgody na socrealizm. Ponadto w filmie podkreślono charyzmę artysty i jego wspaniały kontakt ze studentami, którym starał się przekazać własne spojrzenie na sztukę, a którzy garnęli się do niego i odwiedzali go, mimo wiążącego się z tym ryzyka. W tle ukazano też inne aspekty życia artysty, takie jak jego relacja z odwiedzającą go córką Niką i jedynie epizodycznie śmierć żony, rzeźbiarki Katarzyny Kobro, zresztą widzianą z perspektywy córki.

W dość tradycyjnym scenariuszu Andrzeja Mularczyka aktorzy dobrze się odnaleźli. Na pierwszym planie możemy podziwiać wspaniałą grę Bogusława Lindy, który po raz kolejny udowodnił, że potrafi wcielić się również we wrażliwego, niesztampowego, a przy tym kalekiego człowieka i eksponować głębię emocji, co trochę budzi skojarzenia z jego nagrodzoną rolą w zatrzymanym niegdyś przez cenzurę filmie Agnieszki Holland z 1981 r. Kobieta samotna. Z dużym wyczuciem pokazał on tragizm artysty i targające nim uczucia. W sposób wyważony i dość spójny zagrali też pozostali aktorzy obsadzeni w głównych rolach: Zofia Wichłacz, Krzysztof Pieczyński, Szymon Bobrowski czy nad wyraz dojrzale jak na swój wiek, właściwie debiutująca na srebrnym ekranie, Bronisława Zamachowska.

Jest to profesjonalnie zrealizowany film, z odpowiednio dobraną scenografią, kostiumami. Trochę może zabrakło w nim większego polotu, w końcu opowiada o twórcy awangardowym, a jest zrobiony w tradycyjny sposób. Pokazuje też historię, w której nie mamy wątpliwości, gdzie jest zło, a gdzie dobro. Jednakże w takiej uproszczonej wizji dramatycznych skutków ludzkich wyborów tkwi też siła filmu i pewnie dlatego jest on tak poruszający.

W sposób niezwykle sugestywny pokazane zostały również czasy stalinizmu w polskich realiach. Scena, w której Strzemiński wchodzi do sklepu mięsnego, wymijając jako inwalida masę ludzi stojących w kolejce, a następnie i tak nie dostaje towaru z powodu braku kartek żywnościowych, wygląda bardzo realistycznie. Wspaniałe są też zdjęcia Pawła Edelmana, który z artystycznym wyczuciem oddaje klimat tamtej epoki i miasta Łodzi. Doskonale pokazuje szare, odrapane budynki, czy ciemne przytłaczające wnętrza. Jednocześnie Powidoki, mimo że niepozbawione scen patetycznych, nie eksponują martyrologii, przez co pokazują złowrogie tło historyczne przekonująco i realistycznie.

Ostatni obraz Andrzeja Wajdy niesie przesłanie uniwersalne – to heroiczna postawa wiernej swym przekonaniom jednostki w walce z opresyjnym systemem, w którym tak nieskrępowane w swej istocie medium jak sztuka ma być podporządkowane jedynie słusznej wykładni politycznej.

Anna Zgutka

MS 1/2017, 19 stycznia 2017 r.

Władysław Strzemiński (1893–1952), malarz, plastyk, historyk i teoretyk sztuki. Jeden z najwybitniejszych reprezentantów awangardy polskiej. Żonaty z rzeźbiarką Katarzyną Kobro. Podczas I wojny światowej został ciężko okaleczony: stracił nogę, rękę oraz wzrok w jednym oku. Współzałożyciel ugrupowań Blok oraz Praesens. Był także pomysłodawcą utworzenia awangardowej grupy artystyczno-literackiej – artyści rewolucyjni (a.r.), funkcjonującej w Łodzi w latach 1929–1936. Należeli do niej m.in.: Katarzyna Kobro, Henryk Stażewski, a także poeta Julian Przyboś. Strzemiński realizował również wspólne przedsięwzięcia w Paryżu ze światowymi kręgami awangardy, m.in. z konstruktywistami i abstrakcjonistami. W 1931 r. współtworzył Międzynarodową Kolekcję Sztuki Nowoczesnej w Łodzi. Od 1945 r. pracował jako wykładowca w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi. W 1948 r. zaprojektował w Muzeum Sztuki w Łodzi Salę Neoplastyczną, będącą integralną częścią stałej ekspozycji. Był także prekursorem łódzkiej szkoły nowoczesnej typografii. W latach 1948–1949 namalował cykl obrazów Powidoki, który był wynikiem badań nad strukturą słonecznego światła; opracowywał też książkę z wykładnią swojej nowatorskiej teorii widzenia (wydaną dopiero w 1958 r.). W 1949 r. zwolniono go z pracy na uczelni pod zarzutem nierespektowania norm doktryny realizmu socjalistycznego. W tym czasie rozpadło się też jego małżeństwo z Kobro. Artysta został pozbawiony środków do życia. Chwytał się dorywczych prac, m.in. przy malowaniu szyldów. Zmarł w 1952 r., pochowano go na Cmentarzu Starym w Łodzi.