DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS, miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, miasta i gminy OŻARÓW MAZOWIECKI

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

Kultura wpływa na jakość naszego życia

O samorządzie i nie tylko z Małgorzatą Kidawą-Błońską, Wicemarszałek Sejmu RP z ramienia Klubu Platformy Obywatelskiej rozmawia Jacek Sulewski

Małgorzata Kidawa-Błońska Prawnuczka prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego i Marii Wojciechowskiej oraz premiera Władysława Grabskiego i Katarzyny Grabskiej. Wnuczka Władysława Jana Grabskiego i Zofii Wojciechowskiej. Córka profesora Macieja Władysława Grabskiego i jego żony Heleny Grabskiej z domu Nowakowskiej. Do dzisiaj mieszka w domu rodzinnym w warszawskich Gołąbkach. Żona reżysera filmowego Jana Kidawy-Błońskiego, z którym ma syna Jana. Ukończyła studia socjologiczne na Wydziale Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Od 12 listopada 2015 r. wicemarszałek Sejmu RP. Od 2001 r. należy do Platformy Obywatelskiej (w latach 2006–2013 kierowała warszawskimi strukturami partii). Przez kilka lat zasiadała w Radzie m.st. Warszawy. Od 2005 r. jest posłem PO. 7 stycznia 2014 r. została powołana na rzecznika prasowego rządu Donalda Tuska i sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. 3 lutego 2015 r. została ponownie rzecznikiem prasowym rządu w gabinecie Ewy Kopacz. Pełnienie tej funkcji zakończyła 25 czerwca 2015 r., kiedy to została ogłoszona kandydatką rządzącej koalicji na stanowisko marszałka Sejmu w miejsce Radosława Sikorskiego, który zrezygnował z tej funkcji dwa dni wcześniej. 30 czerwca 2015 r. prezydent RP Bronisław Komorowski powołał ją w skład Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W wyborach w 2015 z powodzeniem ubiegała się o poselską reelekcję jako liderka listy wyborczej PO w okręgu podwarszawskim (dostała 80 866 głosów). Na pierwszym posiedzeniu Sejmu VIII kadencji, 12 listopada 2015 r., została wybrana na wicemarszałka Sejmu.

Samorząd jest częścią ustroju naszego państwa. Zbliżają się wybory samorządowe. Już ruszyła nieformalna kampania wyborcza. Jak pani Marszałek widzi rolę samorządu lokalnego w rządzeniu swoim regionem?

Rola samorządu jest ogromna. Samorząd, który ma poparcie społeczności lokalnych tworzy bardzo mocne podwaliny pod nasz system demokratyczny, pod państwo prawa. Bez samorządu wybieranego przez mieszkańców nie można mówić ani o demokracji, ani o społeczeństwie obywatelskim. Dlatego reforma samorządowa przeprowadzona po odzyskaniu przez Polskę pełnej suwerenności, jest najbardziej udaną reformą. To dzięki niej rozwinęło się społeczeństwo obywatelskie. W rzeczywistości jest tak, że duża polityka, ta na poziomie centralnym, decyduje o sprawach kierunkowych, ale to samorząd zmienia Polskę. Bez ludzi na niższych szczeblach, reprezentantów mieszkańców, nasz kraj nie mógłby się rozwinąć.

Czy nie odnosi Pani wrażenia, że wybory samorządowe i później funkcjonowanie samorządu lokalnego są bardzo upartyjnione?

Moim zdaniem postrzeganie samorządu powinno być uzależnione od jego efektywności, a nie poprzez przynależność partyjną. Argumentu o upartyjnieniu używa się zazwyczaj w krytykowaniu samorządu, decyzji jakie podejmuje. Członkostwo w danej partii nie ma jednak znaczenia, jeżeli samorządowcy są ukierunkowani na konsultacje, na dialog z ludźmi, wychodzenie poza mury urzędu. Poza tym, ani budowa szkoły, ani chodników, ani postawienie ławki w parku nie ma twarzy politycznej. To jest realizacja potrzeb mieszkańców. Samorząd jeszcze bardziej zbliżył się do ludzi po wprowadzeniu budżetów obywatelskich, tzn. wydzielonej części w budżecie samorządu, o której przeznaczeniu decydują mieszkańcy. Wracając do tematu upartyjnienia, jeżeli przedstawiciele samorządu chcą realizować tylko swoją czysto polityczną wizję, to tak naprawdę oszukują. Samorządowcy pracują w interesie mieszkańców, a nie swoim. Politykę partyjną bardziej widać w Sejmie, podczas procedowania ustaw.

Czy więc rolą radnego, znającego swój region, nie jest przede wszystkim dbanie o potrzeby mieszkańców, które zna najlepiej?

Oczywiście, że tak. Radny musi jednak mieć zaplecze, bo do wyboru potrzebuje kilka tysięcy czy kilkaset głosów. To osoby, które mają zaufanie do samorządowca i chcą z nim współpracować. Bardzo ważne jest, by utrzymywać stały kontakt nie tylko z wyborcami, ale z wszystkimi mieszkańcami. Z przykrością muszę jednak przyznać, że w ostatnich latach samorządowcy coraz mniej wychodzą do ludzi, konsultują i coraz częściej ograniczają swoją działalność do uczestnictwa w sesjach. Nie jest to oczywiście powszechna reguła, a pewien negatywny trend. Ja, z punktu widzenia parlamentarzysty, mogę powiedzieć, że kiedy zapomina się o bezpośrednim kontakcie z ludźmi, następuje zerwanie komunikacji i potem bardzo trudno odbudować zaufanie.

Ja mam możliwość obserwować to zjawisko właśnie na poziomie lokalnym. „Mocne Strony” wychodzą na terenie Ursusa, Włoch, Pruszkowa, Piastowa, Ożarowa Mazowieckiego, Gminy Michałowice, i też widzę, że część radnych uaktywnia się, kiedy zbliżają się wybory, przy okazji otwarcia nowej szkoły, przedszkola, przysłowiowego przecięcia wstęgi.

Proszę mi wierzyć, że od takiego pokazywania się nie przybędzie ani jeden głos poparcia. Bycie samorządowcem to codzienna praca, nie tylko od święta. Kluczowy jest kontakt poprzez rozmowy w lokalnym sklepie, na otwartych spotkaniach, niezależnie od stałych dyżurów, gdzie każdy mieszkaniec może przyjść i porozmawiać o problemach i potrzebach. Mieszkańcy doceniają dostępność samorządowca i rzeczywiste zainteresowanie ich sprawami.

Zauważyłem, że lojalność partyjna często przeważa nad dbałością o interes mieszkańców. Często członkowie jednego klubu w radzie (nieistotne czy to PiS, PO, czy inne ugrupowanie) z założenia, bez analizy merytorycznej, sprzeciwiają się inicjatywom „strony przeciwnej”.

Tak nie powinno być. To działanie na szkodę mieszkańców. Rzeczywiście, jeżeli większość rady ma ten sam pogląd na daną sprawę, to łatwiej jest ją przeprowadzić. Dobra współpraca w samorządzie przynosi korzyści zarówno mieszkańcom, ale także łatwiej pracuje się samym samorządowcom. Wydaje mi się, że czasami z zasady neguje się pomysły politycznych konkurentów, zwłaszcza wtedy, gdy nie ma się własnego rozwiązania albo pomysłu. Nie dlatego, że się z tym nie zgadzamy, tylko myśląc, że tą drogą zyska się większą popularność.

Jak to zmienić?

Trzeba zwracać uwagę na to, jakich ludzi wybieramy do samorządu. Czy takich, którzy próbują szukać konsensusu? Są w Polsce prezydenci miast, będący na tym stanowisku wiele lat, nie należący do żadnej partii, współpracujący ze wszystkimi ugrupowaniami i są postrzegani jako świetni prezydenci. Potrafią rozmawiać, potrafią słuchać. To jest ideał, do którego powinniśmy dążyć. Samorząd nie ma twarzy partyjnej. Albo jest się dobrym samorządowcem, albo złym. Albo myśli się szeroko o swoim społeczeństwie, albo traktuje samorząd jako trampolinę do kariery politycznej, a to się zawsze źle kończy.

Co Pani sądzi o samorządowcach Pruszkowa, gdzie jest Prezydent Miasta i Starosta Powiatu Pruszkowskiego i władze nie zawsze potrafią znaleźć wspólny język? Widać to na przykład przy organizacji uroczystości, upamiętniających wydarzenia historyczne, ale nie tylko.

Pruszków ma ogromny potencjał i widać, że to miasto się zmienia. Mam jednak wrażenie, że nie wykorzystuje do końca tego potencjału dlatego, że górę biorą partykularne interesy, ambicje i osobiste plany polityczne. Historia zaczęła bardzo mocno dzielić nasze społeczeństwo i przykre jest, że większość uroczystości dotyczących naszej przeszłości musi odbywać się dwutorowo, a nawet wielotorowo. Nie można znaleźć punktu wspólnego, bo nie myśli się o wydarzeniu historycznym, o ludziach, których chcemy upamiętnić, tylko o bieżącej polityce. Dlatego, że uwidaczniają się te podziały, mieszkańcy coraz mniej chętnie biorą udział w uroczystościach. Spór polityczny udziela się społeczeństwu, a wiele osób nie chce utożsamiać z jedną lub drugą stroną.

Czy uważa Pani, że dopuszczalna jest dyscyplina klubowa, partyjna przy głosowaniach w radzie miasta, gminy, dzielnicy?

Tak, może być dopuszczalna. W tym celu funkcjonują kluby radnych, które zbierają się przed sesjami, aby uzgodnić wspólne stanowiska. Nad określonymi sprawami powinno się głosować wspólnie w ramach klubu. Czasami dyscyplina jest potrzebna, jestem jednak przeciwna dyscyplinie w sprawach światopoglądowych.

W Ursusie niedawno została wykluczona z klubu Platformy Obywatelskiej, a następnie z partii jedna z radnych, w wyniku nie wzięcia udziału w głosowaniu nad wykluczeniem innego radnego ze składu rady. PO zastosowała w tym głosowaniu dyscyplinę. Radna uznała, że uczciwość nie pozwala jej zagłosować za pozostawieniem radnego.

Jeżeli jest się członkiem klubu, to wszystkie rzeczy, co do których ma się wątpliwości należy wyjaśniać, spotykać się na posiedzeniach klubu, przedstawiać swoje zdanie i planowane zachowania. Natomiast jeżeli coś ustalamy i potem ktoś zachowa się niezgodnie z tymi ustaleniami, to trudno planować dalszą, wspólną przyszłość. Każdy klub radnych ma swój regulamin, na coś się umawiamy. Ja uważam, że błędem jest, jeżeli na forum zewnętrznym załatwiamy osobiste animozje. Skuteczne działanie rad polega także na tym, że wszyscy postępują według reguł, co do których wcześniej zgodnie się porozumieli.

Pani Marszałek, czy według Pani poseł powinien angażować się w sprawy istotne dla swojej miejscowości, w której na co dzień funkcjonuje i czy powinien zabierać głos opiniodawczy w ważnych decyzjach?

Oczywiście, poseł ma również zobowiązania wobec wyborców z regionu, chociaż w wykonywaniu mandatu parlamentarzysty musi myśleć szerzej. W sytuacjach, kiedy jego głos może pomóc, powinien ten głos zabierać.

Jak Pani ocenia sytuację Warszawy, na którą wpływ ma Prezydent stolicy, Marszałek Województwa Mazowieckiego i Wojewoda Mazowiecki? Czy istnieje konstruktywna współpraca między tymi podmiotami?

Zauważam współpracę Marszałka z panią Prezydent, a tego wymaga przecież interes zarówno Mazowsza jak i Warszawy. Są sprawy wspólne, np. te dotyczące infrastruktury. Przydałaby się także ustawa metropolitalna. Tej niestety nie ma, choć Platforma Obywatelska przygotowała ustawę, która pozwalałaby samorządom dobrowolnie tworzyć aglomeracje w zakresie ustalonym przez samorządy. Jako Platforma opowiadamy się za wzmocnieniem roli marszałków. To Marszałek powinien realizować politykę samorządu terytorialnego. Co do roli Wojewody, to moim zdaniem powinna się ograniczyć do zadań czysto rządowych, czyli np. spraw dotyczących bezpieczeństwa, a pozostałe zadania powinny być przekazane samorządom. Jednak, jak ostatnio widzimy, rola Wojewody została sprowadzona do wkraczania w przestrzeń miejską i realizacji politycznych decyzji rządu Prawa i Sprawiedliwości. To nie tylko sprawa pomników, ale także wydawanie zgód na manifestacje cykliczne. Te decyzje podejmowane są przy głośnym sprzeciwie mieszkańców.

Znany polityk ma potencjał oddziaływania zbliżony do gwiazd sportu, wybitnych aktorów...

Znany polityk ma trudniej, bo za popularnością rzadko idzie sympatia. Politycy generalnie są nielubiani i źle oceniani.

Pani jest jednym z może kilkudziesięciu parlamentarzystów (spośród 460.) rozpoznawalnych z twarzy i nazwiska. Wszyscy dostaliśmy jakieś talenty, zdolności, nabyliśmy różne umiejętności, mamy swoją historię. Powinniśmy te talenty wykorzystywać w dobrej sprawie. Nie wolno ich zaprzepaścić. Kiedyś to się określało jako noblesse oblige. W dzisiejszej rzeczywistości należałoby to rozszerzyć poza przynależność klasową. W Pani przypadku poza przymiotami osobistymi ma znaczenie również niezwykła historia rodzinna. Nie ma drugiej osoby, może nawet na świecie, będącej prawnuczką w prostej linii równocześnie prezydenta i premiera. Jakieś znaczenie miało to zapewne również przy pierwszych wyborach do sejmu. Dzięki temu może Pani bardziej oddziaływać na ludzi niż osoby, które taką kartą poszczycić się nie mogą...

Mieć pradziadków, dziadków, rodziców, którymi możemy się poszczycić jest czymś niezwykle cennym, ale postrzeganie nas samych budujemy przez własne życie i zachowania. W dzisiejszych czasach dobre wychowanie, kultura, szacunek do ludzi bardzo straciły na znaczeniu. Dopuszcza się nieszanowanie innych ludzi. Mówienie o innych w sposób obraźliwy jest skandalem. Co innego wchodzić w polemikę, co innego krytykować. Nie można ludzi poniżać i obrażać. A teraz jest to na porządku dziennym, choćby w wypowiedziach medialnych. Taki brutalny świat psuje postrzeganie polityków. Aktor może zawsze powiedzieć, że gra taką rolę, a my się naprawdę tak zachowujemy.

Nie wszyscy tacy są, nie wszyscy tak się zachowujemy i myślimy. Ci, którzy postępują według innych norm są – szczególnie w polityce – w mniejszości, ale tym bardziej powinni o tym mówić i pokazywać inne wzorce w swoich działaniach.

Nie można oczywiście ulegać tej fali upadku obyczajów, ale to jest bardzo trudne. Kiedyś takie zachowania były niedopuszczalne. Z takimi osobami nikt by nie rozmawiał, nie zapraszał do studia, nie tworzył z nich najpopularniejszych osobistości. A teraz to staje się właśnie mocną stroną i psuje nasze życie, postrzeganie świata, i w takim świecie dużo trudniej rozmawiać. Trudno dojść do jakichś uzgodnień, bo wykopany rów jest tak wielki, że już się nawzajem nie słyszymy.

Pani Marszałek, proszę tworzyć taką grupę, która będzie postępowała według tych dobrych zasad.

Starałam się tak robić całe życie, ale dzisiaj to jest bardzo trudne. Ludzie za mało rozmawiają, a za dużo mówią.

W tym kontekście duże znaczenie ma dbałość o kulturę szeroko pojętą.

Bardzo duże. Byłabym szczęśliwa, gdyby udałoby się wykształcić w ludziach potrzebę uczestnictwa w kulturze, żeby zrozumieli, że to im daje szansę rozwoju. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo kultura wpływa na jakość naszego życia.

Apeluję więc o pomoc w rozwoju kultury również na naszym, lokalnym szczeblu.

Najważniejsza jest edukacja kulturalna i uczenie uczestniczenia w kulturze. Żeby ludzie przekonali się, że czas wolny mogą spędzać w różny sposób. Że mogą np. pójść do biblioteki i przeczytać tam ciekawe, opiniotwórcze gazety, niekoniecznie tabloidy.

Dziękuję za rozmowę. Dodam jeszcze, że nasz dwutygodnik stara się tę prawdziwą kulturę promować i upowszechniać.

(JS)

MS Nr 5, 15 marca 2018