DWUTYGODNIK dzielnicy URSUS,
miasta PIASTÓW, miasta PRUSZKÓW, gminy MICHAŁOWICE, 
gminy OŻARÓW MAZOWIECKI, gminy BRWINÓW

Licznik gości

  • Gości na stronie: 0
  • Odsłon łącznie: 0
facebook

O doświadczaniu pandemii i nadchodzących świętach

– rozmowa z proboszczem Parafii Matki Bożej Fatimskiej, ks. kanonikiem Wojciechem Tomczyszynem

Kończy się rok 2020. Rok, który zmienił nasze życie nie tylko w Polsce, Europie, ale i na świecie. A wszystko to za sprawą wirusa zwanego koronawirusem albo Covid-19. Coś, co jest niewidoczne, czego większość z nas nie doświadczyła bezpośrednio, a zna jedynie z mediów, statystyk i obostrzeń. Coś, co jest obecne, i na razie nie widać jego końca. Zmianie uległ sposób naszego życia, wzajemne relacje, plany…
Ostatnim wydarzeniem, które na taką skalę wpłynęło na życie ludzi była II wojna światowa. Wtedy były bombardowania, wybuchy, strzały, łapanki, obozy koncentracyjne, krew, rany i śmierć. Teraz wirus, którego nie słyszymy, nie widzimy, nie zawsze odczuwamy, ale który jest, na który ludzie chorują, a niektórzy umierają. To naturalne, że taki „wróg” rodzi lęk, że w pierwszym okresie, wiele osób się bało, no bo nie wiadomo było, czego się spodziewać. Teraz minęło 9 miesięcy od zdiagnozowania pierwszego przypadku koronawirusa w Polsce i zdążyliśmy się z tym „wrogiem” oswoić. Każdy zajął wobec niego jakąś pozycję – od przesadnego strachu po całkowite lekceważenie. Ale ten wirus jest wśród nas, wpływa na nasze życie codzienne, pracę i naukę, na nasze relacje. Czy powinniśmy się go bać się i żyć w strachu, czy oswoić i żyć w jego obecności. Przecież można zachorować i umrzeć nie tylko na Covid-19. Wiosną i jesienią, cyklicznie, mamy sezon zachorowań na grypę. Ludzie chorują na raka, na choroby, na które medycyna nie zna lekarstwa, np. choroba Alzheimera. Ważną rolę w przeżywaniu tego czasu może odgrywać tutaj wiara, dzięki której możemy to doświadczenie przyjąć i „przetworzyć” na coś dobrego.
Jak na pandemię patrzy osoba wierząca, ksiądz rzymskokatolicki? – pytam proboszcza Parafii Matki Boskiej Fatimskiej, ks. kanonika Wojciecha Tomczyszyna.
Z perspektywy wiary, gdy czytamy Stary lub Nowy Testament, czy patrzymy na historię Kościoła, to widzimy różne trudne sytuacje, z którymi zmagali się ludzie. Były wtedy różne pandemie, zagrożenia, kataklizmy, ale w tym wszystkim osoby wierzące starały się widzieć głos Boga. Wydarzenia te wiązały się z wielkim cierpieniem – ktoś stracił kogoś, ktoś umarł, ktoś coś stracił z majątku, np. Hiob ze Starego Testamentu, ale w tym wszystkim obecne było pytanie: Boże, co Ty chcesz nam powiedzieć przez to wydarzenie, czy chcesz nas doświadczyć, wypróbować, czy pragniesz, abyśmy jeszcze bardziej do Ciebie się zwracali, bo gdzieś może zagubiliśmy się w tym naszym życiu, mniej widzieliśmy Ciebie niż sprawy materialne. Gdy patrzę na II wojnę światową – wielkie wydarzenie, które przyniosło wiele cierpienia i śmierci – co Ty Panie Boże chcesz nam przez to powiedzieć? Myślę, że to jest pytanie, które osoba wierząca sobie stawia, i nie ucieknie, tak myślę, przed odpowiedzią. Patrzę na pandemię, na to, co teraz przeżywamy, jako Wojciech Tomczyszyn – prywatna osoba. Patrzę, że Bóg wzywa mnie do nawrócenia, że przez te wydarzenia widzę, jak bardzo kruche jest tak naprawdę ludzkie życie. Świat się zbroi, ma tyle zabezpieczeń, żeby przetrwać, a wystarczy drobny wirus, który paraliżuje nie tylko jeden kraj – Polskę, ale paraliżuje Europę, cały świat. Wszystkie armie są bezradne. Bóg chce nam powiedzieć: jaki ty jesteś niewystarczalny człowieku, szukaj, szukaj mnie w tych wszystkich wydarzeniach. To troszkę tak jak z budową biblijnej wieży Babel, kiedy ludzie chcieli dorównać Bogu. Gdzieś to w człowieku jest, żeby zajmować pierwsze miejsce. Tak na to patrzę. Jest to dla mnie wezwanie do duchowej przemiany, większego zaufania Panu Bogu, do modlitwy, ale nie do strachu, bo boża opatrzność jest w tym obecna. Na pewno jest lęk, kiedy zachoruję, żebym kogoś nie zaraził – to dla mnie ważne. Dane mi cierpienie może mnie oczyści, może nawróci, przewartościowuje pewne sprawy. U ludzi, którzy trafiają do szpitala, często następują pewne przewartościowania życiowe. Wcześniej nie mieli czasu, ciągle był pęd za czymś. A takie zatrzymanie, gdzieś w szpitalu lub w domu, to okazja, żeby może przewartościować swoje życie. Dzisiaj tego nie rozumiemy, ale pewnie wszystko się nam wyjaśni, objawi – dlaczego ta pandemia, dlaczego taka sytuacja. Ale mnie to nie przeraża, nie czuję lęku, strachu przed tym, ale, co istotne, nie lekceważę sanitarnych reguł, liczę się z drugim człowiekiem, nie chcę, żeby druga osoba przeze mnie cierpiała.

Inaczej wyglądają relacje międzyludzkie?
Sytuacja spowodowała, że ludzie musieli zostać w domu, uczniowie czy niektórzy pracownicy – to wymusiło inny rodzaj spotkań. Najlepsze spotkanie to takie, kiedy się widzimy bezpośrednio, rozmawiamy, widzimy emocje, uczucia. Trudno te uczucia widzieć, kiedy się rozmawia, np. przez Messengera. To wymusiła sytuacja i rzeczywiście może być takie zagrożenie, że ludzie przestaną ze sobą rozmawiać. Ja jako ksiądz widzę takie zagrożenie, że ludzie przestali przychodzić do kościoła. Po pierwszym ataku pandemii, kiedy nastąpiło powolne otwarcie, bardzo cierpiałem, kiedy było 5 osób w kościele i musiałem komuś powiedzieć, że nie może wejść – to był wielki trud i cierpienie. Ale potem kościoły się otworzyły, można było przychodzić, i widziałem, że wiele osób nie wróciło. Pan Bóg też tutaj pokazuje – zobacz swoją wiarę, jak wierzyłeś? Czy wierzyłeś we mnie, czy byłem obok ciebie? Osoby starsze jeszcze rozumiem – obawa o swoje życie, zdrowie, ale nie wróciło do kościoła wielu młodych. I to jest takie przykre dla księdza. Zachęcamy do przychodzenia, staramy się przestrzegać w kościele sanitarnych obostrzeń. To, że tracimy ze sobą żywy kontakt jest zagrożeniem.

Trwa Adwent, przed nami Boże Narodzenie w obecnej rzeczywistości...
Adwent, to czas, kiedy ta tęsknota za Bogiem, za żywym spotkaniem, powinna zawalczyć w człowieku. Ja się bardzo cieszę z obecnych rorat. Bałem się, czy dzieci przyjdą, bo na niedzielnych mszach dla dzieci jest ich mało. Przychodzą, i jest ich coraz więcej. Najpierw były 2–3 ławeczki, teraz 4 musimy rezerwować, taka stała liczba ok. 20. Myślę, że to nieźle, jak na ten czas, który przeżywamy. Jest też dużo dorosłych. Jeśli tęsknota za żywym spotkaniem z Bogiem zadziałała, wtedy człowiek przyjdzie na mszę świętą. Czasami, jak spowiadam, to ludzie mówią, że potrzebuję czegoś innego, niż msza w telewizji. Tego żywego uczestniczenia w liturgii. W Adwencie takich spowiedzi jest więcej. Ludzie wracają, mają pragnienie uczestniczenia we mszy św. w kościele, a nie przez telewizję, chociaż msza w telewizji lub on-line jest wielkim dobrem dla ludzi, którzy nie mogą w ogóle wychodzić. I to jest próba jakiegoś wyjścia, kontaktu z sacrum, choćby przez telewizję czy radio, słuchanie słowa bożego, możliwość uczestniczenia w Eucharystii.

Czy będą rekolekcje w parafii?
Tak, zaczynamy w niedzielę (11 grudnia), potem poniedziałek i wtorek. Już 3 lata temu zaprosiliśmy wspólnotę „Mocni w Duchu”, która już dwukrotnie była u nas. Prowadzą piękne rekolekcje ewangelizacyjne, jest zespół, śpiew, świadectwa. W tym roku sporo osób z parafii szykowało się na ich przyjazd. Rekolekcje będą, ale w „okrojonym” składzie, przyjedzie jeden ksiądz i dwie osoby z zespołu.

Jak będzie wyglądała liturgia bożonarodzeniowa?
Cały czas rozmawiamy o tym z księżmi pracującymi u nas, w parafii. Na pewno będzie pasterka o 24.00 (transmitowana na żywo). Jest propozycja dodatkowej mszy, o 22.00. Decyzja jeszcze nie została podjęta. Mamy limit 75 osób w kościele, jest też dolny kościół. Zapraszamy też na msze 25 i 26 grudnia. Zaniechamy fajnego zwyczaju wyjścia z opłatkiem do wiernych, złożymy życzenia na pasterce i poprzez transmisję, na mszach bożonarodzeniowych i poprzez ogłoszenia parafialne.

A kolęda?
Decyzja u nas w parafii jeszcze nie zapadła. Pytamy proboszczów po sąsiedzku, śledzimy – co się dzieje, jakie są statystyki zachorowań i myślę, że w tym roku nie będzie takiej tradycyjnej kolędy, kiedy jako księżą odwiedzaliśmy naszych parafian. Raczej tak, jak większość parafii sąsiedzkich, będziemy organizować msze św. w intencji mieszkańców poszczególnych bloków. Chociaż jeszcze oficjalnie decyzji nie podjęliśmy. W naszej diecezji x. kardynał Nycz pozostawił decyzję o formie kolędy proboszczom. Jeśli ktoś będzie chciał zaprosić księdza do siebie, też jesteśmy otwarci na te spotkania, ale generalnie skłaniamy się ku zapraszaniu naszych parafian na mszę św. do kościoła.

Na jaką pomoc mogą liczyć parafianie?
Jak co roku przygotowujemy paczki świąteczne. Panie z Caritasu robią listę najbardziej potrzebujących osób – i paczki trafiają do nich. Od dwóch tygodni w naszej parafii działa też inicjatywa młodych ludzi – „Infolinia”. Jest podany numer telefonu, są dyżury. Osoba dyżurująca przekazuje kontakt dalej. Można skontaktować się z księdzem psychologiem, psychiatrą. W czasie pandemii ludzie przeżywają załamania – samotność, bycie ciągle ze sobą, choroby, śmierć. Dużo ludzi zapada na depresje i potrzebuje pomocy psychologa czy psychiatry. Staramy się naszych parafian – lekarzy zaangażować jako wolontariuszy.

Jaką lekturę poleciłby ksiądz na czas przygotowania do świąt?
Na ten czas, oprócz Słowa Bożego, poleciłbym lekturę „Dzienniczka św. siostry Faustyny” – jako drugi pokarm na Adwent. Jest tam dużo pocieszenia, miłości bożej. W konfesjonale często, jako pokutę , zadaję modlitwę Psalmem 103, którym sam się bardzo często modlę. Bóg jest miłością i jest miłosierny.

 Czego by ksiądz życzył na nadchodzące święta?
Myślę, że w te święta naprawdę doświadczymy narodzin Chrystusa, takich prawdziwych, które przyniosą nam wiele pocieszenia i radości. Tak czasami zwyczajowo składaliśmy sobie życzenia, ale kiedy doświadczamy tego, co się dzieje, myślę, że jest to wielkie pragnienie miłości, pragnienie szczęścia, bycia dla drugiego i z drugim. I myślę, że tego w te święta będziemy doświadczać, że Jezus, który się rodzi, przyjdzie jako ten pokój, jako miłość, szczęście. Ludzie będą odkrywać, że nie są sami, że jest ktoś, kto ich kocha, kto za nich oddał życie, kto napełnia serca dobrem i miłością. Myślę, że to będzie ten czas wielkiego odkrywania kogoś drugiego.

Dziękuję księdzu za czas poświęcony na rozmowę.

Rozmawiał Wojciech Grzesik (9 grudnia 2020 r.)
MS 22/2020, 17 grudnia 2020